- A jest pani kimś z rodziny? - To pytanie padło z ust lekarza.
- Spotykałam się z jego ojcem. - oświadczyła brunetka.
- Otóż chłopiec nie żyje. - Oznajmił mężczyzna w białym fartuchu.
- Co ale jak nie żyje? - Kobieta była zrozpaczona.
- Podczas operacji wystąpiły komplikacje, robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale nie udało się. Przykro mi. Muszę wracać do swoich obowiązków. - Mężczyzna odwrócił się i ruszył, zostawiając Aleksandrę i Jacka samych. Nie minęła chwila, a Olka rzuciła się z pięściami na Nowaka.
- Morderca! - Syknęła.
- Ola uspokój się. - Blondyn starał się uspokoić przyjaciółkę.
- Cholerny morderca. - Ola zaczęła bić Jacka pięściami po klatce piersiowej.
- Uspokój się! - Nowak podniósł głos przyciskając ją do ściany, ta odepchnęła go i wyszła, a właściwie to wybiegła ze szpitala.
Jacek nie wiedział co robić, zrezygnowany wyszedł ze szpitala i udał się na grób swojego dziadka. Zawsze tak robił gdy miał problemy czy zmartwienia. Kiedy był na miejscu odmówił krótką modlitwę i siadł na ławce przed grobem z napisem "Stefan Nowak, ur: 17.03.1932r zm: 23.01.2015"
- I co za mam dziadku zrobić? - Zapytał, choć wiedział, że nie uzyska odpowiedzi.
W końcu przypomniał sobie słowa, które mówił mu dziadek "Jeśli kogoś kochasz, walcz o tą osobę." Mężczyzna uśmiechnął się smutno, Po czym wstał z ławki i ruszył do bramy. Kiedy był już przy wyjściu z cmentarza otrzymał SMS.
*W tym samym u Oli*
Aleksandra wróciła do mieszkania i z płaczem rzuciła się na łóżko, nie mogła zrozumieć dlaczego znowu traci ukochaną osobę, a właściwie to ukochane osoby, ale jak to mówią. Wiadomo nic nie trwa wiecznie wszystko ma swój koniec
Zaciskam zęby oblizując usta od łez słone
Kolejny płomień dogasł to coraz częstszy zobacz
Odchodzi bliska mi osoba, mija doba
Kolejna tęsknie coraz bardziej taki zemnie twardziel
Najchętniej to bym uciekł tam gdzie nikt mnie nie znajdzie
Strzepuje łzy z policzka by się smutkiem nie zakrztusić
Będzie dobrze mówię sobie tak być musi
Niestety nic nie trwa wiecznie wracaj serce grzeszy
Kucam bo sił nie mam wstać dziś to nie po raz pierwszy.
Kobieta wyczerpana płaczem zasnęła. Nie miała siły na nic.
*W tym samym czasie*
Nowak wyjął z kieszeni telefon i odczytał SMSa o treści "Widzę, że jesteś w miejscu swojej przyszłości." jak można się domyśleć wiadomość była z nieznajomego numeru, Nowak zignorował SMS i pojechał do swojego mieszkania, po czym poszedł spać.
*Następnego dnia*
Jacek obudził się o 8:00 i wiedział, że jest spóźniony do pracy. Migiem się umył i przebrał, następnie pojechał do pracy, spóźniony wpadł na odprawę
- Przepraszam za spóźnienie. - Rzekł, a Jaskowska kazała mu usiąść.
- Starszy aspirant Nowak nie ma zegarka? Mikołaj powiesz koledze co było na odprawie. - Rzekła pani komendant. I wróciła do omawiania bieżących spraw. Mikołaj kiwnął twierdząco głową. Jacek spojrzał na miejsce, które zajmowała Ola, było puste. Blondyn się zaniepokoił.
- Na koniec pytanie. Wie ktoś co si dzieje z sierżant Wysocką?
wszyscy zaprzeczyli ruchem głowy.
Po odprawie, każdy zajął się obowiązkami.
- Mikołaj mam sprawę. - Zaczął Jacek kiedy, Białach skończył mu mówić co było na odprawie.
- No co jest? - Zapytał Mikołaj.
- Podjedźcie z Karoliną do Oli, martwię się o nią. - Rzekł Nowak.
- Jacek, powiedz tak szczerze, ty nadal ją kochasz? - Mikołaj spojrzał na kolegę.
- To nie jest ważne. - Oznajmił Nowak
- Okej, o na razie. - Białach opuścił dyżurkę i udał się do radiowozu gdzie czekała na niego jego partnerka z patrolu - Karolina Rachwał. Mężczyzna wsiadł, zapiął pasy, uruchomił, auto i ruszył.
- Podjedziemy do Oli, bo Jacek mnie o to prosił. - Oznajmił Mikołaj.
- Ok. - Karolina zgodziła się.
- A wiesz czemu prosił Cię o to byśmy tam pojechali? - Spytała Rachwał.
- Martwi się. Wiesz, kiedyś byli parą, ale z nim zerwała. Podejrzewam, że nadal ją kocha. - Oświadczył Mikołaj.
- Rozumiem
Po dwudziestu minutach patrol był przed drzwiami, Karolina zapikała, ale nikt nie otwierał. Mikołaj zadzwonił do Oli, ale nie odebrała,a było słychać telefon Oli.
- Słyszysz? Jej telefon. - Odezwał się Mikołaj
- Co robimy? - Zapytał Karolina.
- Wchodzimy. - Oznajmił Białach i nacisnął klamkę, a drzwi ustąpiły. Patrol wszedł do mieszkania Aleksandry i skierowali się do salonu, a tam ujrzeli...
No cześć! Wróciłam z kolejnym opowiadaniem.
Pytanka:
1. Co zobaczyli Białach i Rachwał?
2. Co będzie dalej?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
czwartek, 3 sierpnia 2017
niedziela, 16 lipca 2017
Prośba
Hejka! Jest sprawa szkraby wbijajcie tutaj --------> https://www.youtube.com/channel/UCXJe-dqr6QYqPgjStWTpzCw jest to kanał mojej koleżanki i dziewczyna ma ogromny talent, jednak nie dawno zaczęła tą "działalność", więc zajrzyj, zostaw suba i łapkę w górę.
Dziękuje.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
Dziękuje.
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
niedziela, 9 lipca 2017
Jednorazówka
- Nienawidzę was! - Krzyknęła Gosia ze łzami w oczach.
Miała osiemnaście lat, była jedynaczką, miała wszystko, dom, rodzinę, przyjaciół. Ale co z tego jak dla jej rodziców to praca była najważniejsza. Młoda kobieta robiła co mogła by ją zauważyli, ale z marnym skutkiem.
- Gosia uspokój się, wiesz, że Cie kochamy. - Jacek starał się załagodzić sytuacje.
- Kochacie jasne, nie zła ściema, Wy kochacie tylko robotę. - Po tych słowach wybiegła z domu trzaskając. Po drodze zabrał swoją ukochaną deskorolkę.
Poszła do skejt parku i od razu ruszyła na rampę. Kiedy jeździła świat wydawał się inny, zapomniała o problemach, troskach, czy zmartwieniach. Wtedy właśnie nad wszystkim myślała. W pewnej chwili pomyślała o kłótni z rodzicami, o tym co powiedziała, ale chyba miała racje, bo jej rodzice już dawno o niej zapomnieli. "Pewnie znowu wrócę do pustego domu." - Pomyślała smutno. Ale po chwili znowu oddała się swojej ukochanej czynności jaką był skatebording.
Trudno kochać dom, jeśli dom to
tylko meble
Robiła się już ciemno. Rozpoczęła się walka słońca z czasem. Gosia doskonale wiedziała, iż pora wracać. Postanowiła nieść swoją deskorolkę. Wzięła ją w rękę i ruszyła w stronę domu. Postanowiła pójść przez park, gdyż było krócej, niestety nagle poczuła ból z tyłu głowy, a potem była ciemność, Obudziła się w jakimś pomieszczeniu, a głowa bolała ją niemiłosiernie, rozejrzała się dookoła siebie. Tynk odchodzący od ścian, zamiast podłogi beton, niewielka żarówka rozjaśniała mrok. W pokoju było okno, ale zakratowane, a drzwi były zamknięte. Dziewczyna zaczęła panikować, waliła pięściami w drzwiami i krzyczała na całe gardło. W końcu drzwi się otworzyły i odskoczyła od nich jak poparzona.
- Sebastian? - Spytała widząc swojego byłego.
- Tato nasza księżniczka się obudziła. - Zawołał chłopak, a po chwili w pomieszczeniu zjawił się Kubeł. Dziewczyna do reszty zgłupiała. Po chwili otrząsnęła się.
- Witamy śpiącą królewnę. - Kubeł uśmiechnął się cynicznym uśmiechem.
- To już pseudo powitanie mamy za sobą, a teraz czego chcecie? - Spytała dość opanowanym głosem.
- Jak to czego chcemy, odrzuciłaś mojego syna. - Powiedział Kubeł.
- Widocznie nie zapałałam do niego sympatią. Z resztą nic dziwnego, bo jaki ojciec taki syn. - Odpyskowała za co dostała z liścia od Kubła.
- Tato, nie warto, Zróbmy to tak jak w planie. - Powiedział Sebastian
- Wujku. - Zawołał, a po chwili zjawił się Wasyl z związanym Erykiem.
- Eryk! - Dziewczyna chciała natychmiast do niego podbiec, ale Kubeł jej to skutecznie uniemożliwił wyciągając broń i kierując ją na Eryka.
- Najpierw zrobisz mi loda, albo ten twój chłopak zdechnie, a ty razem z nim. _ Powiedział Sebastian.
Niebieskie oczy dziewczyny wypełniły się łzami, Nie chciała robić z siebie dziwki, robiąc mu tą "Przyjemność", ale nie chciała by Eryk umarł.
- No co tak stoisz mała dziwko? Na kolana, chyba, że chcesz by on zginął. - Wrzasnął Sebastian.
Dziewczyna spojrzała na Eryka i płakać się jej chciało gdy widziała jego podbite oko i rozciętą wargę.
Powoli uklęknęła, a Sebastian włożył siłą swoje przyrodzenie do jej ust i zaczął poruszać. Po chwili biała maż wypłynęła do gardła Małgosi, chłopak wyjął swoje przyrodzenie, jakby nigdy nic zasunął swój rozporek.
- Do ukraińskiego burdelu się nadajesz. - Oznajmił.
Dziewczyna splunęła na beton.
- Ej tu się nie pluje. - Wasyl zwrócił jej uwagę.
- Wal się. - Syknęła z nienawiścią w głosie.
Chłopak chwycił ją mocno za włosy, by wstała, po czym przewrócił na beton i zaczął zdzierać z niej ubranie. Zaczęła się szarpać, ale przytknął jej do nosa chusteczkę nasączoną chloroformem i straciła przytomność.
Obudziła się po kilku godzinach obudziła się i zobaczyła, że jest w innym pokoju bo, leżała na sofie, przykryta starym kocem. Na przeciwko niej siedział oparty o ścianę Eryk.
- Jak się czujesz? Coś cię boli? - Zasypał ją pytaniami podchodząc do łóżka.
- Źle, okropnie, wszystko mnie boli, jest mi cholernie zimno, kurwa czy on... - Zacięła się i spojrzała pustym wzrokiem na blondyna.
- Tak, jeszcze kazał mi to oglądać. Jezu to było okrutne. - Eryk wyraźnie posmutniał, a Gosia wybuchła płaczem jak małe dziecko, któremu zabrano ukochaną zabawkę.
_ Ale wiesz, że nie musiałaś robić mu loda. - Oświadczył Eryk.
- Musiałam, nie chce, żebyś umarł. - Powiedziała cicho dziewczyna.
- Przecież to szaleństwo. - Chłopak podrapał się po karku.
- I odwaga i poświęcenie. - Dodał.
Każde szaleństwo jest wewnętrznie spójne i logiczne. Trzeba tylko tą logikę rozpoznać.
- Cóż czasem trzeba się poświęcić. - Odparła dziewczyna.
*W domu Nowaków.*
- Gdzie ona jest? - Zapytała zaniepokojona Aleksandra.
- Obdzwoniłam szpitale, nasze koleżanki i nic. - Odezwała się Karolina najlepsza przyjaciółka Gosi.
- A dzwoniłaś do tego Marcina. - Spytała Ola.
- Nie. Ale już dzwonię. - Dziewczyna szybko wykręciła numer chłopaka, który szybko odebrał.
- Cześć Marcin Gosia odzywała się do ciebie, na przełomie kilku ostatnich godzin? - Spytała Karolina.
- Cześć, nie, a co stało? - Zapytał.
- Gosia od kilku godzin nie daje znaku życia. - Oznajmiła Karolina.
- Cholera. Wiesz nie dawno słyszałem jak ten Sebastian mówi, że ona pożałuje. - Rzekł chłopak.
- Co takiego? - Jacek wyrwał telefon Karolinie.
- Podobno miał ją gdzieś zabrać, ale nic nie wiem. - Oświadczył chłopak.
- Ok. Do widzenia. - Rzekł Nowak.
- Do widzenia. - Marcin rozłączył się.
- A co jeśli Gosia już nie żyje? - Spytała Ola.
Jacek natychmiast ją przytulił.
_Kochanie wiesz, że każdy patrol ma przydzielony osobny budynek i będą jej szukać. - Blondyn zaczął głaskać jej plecy.
*Eryk*
"No kurwa zabiję sukinsyna, własnymi rękami. Jak on mógł jej to zrobić? Słyszałem, że kiedyś byli razem, ale po kłócili się i z nim zerwała. - Zatraciłem się w myśleniu, które przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem z Gosią w tamtą stronę. Stał w nich nikt inny jak ten złamas.
- Przyniosłem dla was jedzenie. - Odezwał się.
- Nie trzeba. - Burknąłem nabuzowany.
- Ależ Eryku... - Jej słodziutki głosik rozbrzmiał po pomieszczeniu. - Nie powinniśmy się tak zachowywać. - Ruszyła w jego stronę. Zaraz co?
- Powinniśmy być wdzięczni, że dają nam jedzenie. - Podeszła do niego, tak cholernie blisko, włożyła mu ręce do tylnych kieszeni jego spodni, wcześniej zabrała mu tacę i postawiła na podłodze.
- Dziękujemy. - Rzekła.
On odepchnął ją i wyszedł.
- Dobrze się czujesz? - Spytałem.
- Tak. - Odparła tym głosikiem, przy którym śpiew ptaków się umywał.
- I ty zamierzasz to jeść? - Wskazałem na posiłek.
- Kpisz czy o drogę pytasz? - Zapytała, a ja zgłupiałem i patrzyłem na nią jak debil.
- Patrz. - Otworzyła zaciśniętą w pięść dłoń w której był klucz. Cholera ona jest genialna.
- Chciałbym zauważyć, że masz na sobie tylko krótkie spodenki i bluzkę z krótkim rękawem. - Oznajmiłem.
- To co? - Spytała.
- No to, że pada. - Powiedziałem.
- Wole zmoknąć niż siedzieć tutaj. - Oznajmiła zamykając drzwi na klucz.
- To po co je zamykasz? - Spytałem.
- Bo jeśli wyjdziemy oknem nie skapną się tak szybko. - Odrzekła, podchodząc do okna i otwierając je. Wdrapała się na parapet. Skubana taka mała, a taka przebiegła.
- Idziesz? - Spytała i zeskoczyła z parapetu. Natychmiast ruszyłem w stronę okna i uczyniłem jak ona.
- No to w drogę. - Ruszyła, a ja za nią.
*Kilka godzin później*
Idziemy już kilka godzin i przeszliśmy już chyba 10 kilometrów. Szczerze? To już nie czuje nóg. Jak patrzę na nią jak kroczy to ją podziwiam. Nic jej nie przeszkadza.
- Mogłabyś zwolnić? Padam z nóg. - Odezwałem się.
Przystanęła i spojrzała na mnie.
- Pewnie. - Odezwała się, a ja oparłem się o drzewo.
Ona uczyniła tak samo.
- Patrz! - Wykrzyknęła i wskazała na coś palcem, a ja spojrzałem w stronę. Moim oczom ukazał się drewniany domek. Od razu ruszyliśmy w jego stronę. Na szczęście drzwi były otwarte, więc weszliśmy do środka.
- Halo! - Krzyknąłem, a po chwili, w korytarzu zjawiła się starsza kobieta.
- Dzieci, a co wy tutaj robicie? - Zapytała staruszka.
- Zostaliśmy por... - Chciałem dokończyć, ale Gosia mi przerwała.
- Porwano nas i uciekliśmy. - Odezwała się.
- Na Boga. Wejdźcie. - Zaprosiła nas do środka. A my weszliśmy do środka.
- Chcecie czegoś do picia? - Spytała.
- Herbatę jak można prosić. - Odezwała się Małgosia.
- Ja też. - Odparłem, a kobieta wyszła i po pięciu minutach wróciła z trzema kubkami, postawiła je na stole i siadła na fotelu, my siedzieliśmy na kanapie.
- Jak macie na imiona? - Spytała.
- Ja jestem Eryk. - Przedstawiłem się.
- A to Małgosia. - Wskazałem na koleżankę, która podniosła kubek do ust.
- Jesteście parą? - Spytała, a Gosia zakrztusiła się płynem.
- Nie, tylko się kolegujemy. - Odezwała się.
- A jak pani ma na imię? - Spytałem.
- Jestem Felicja. - Odpowiedziała kobieta.
A Gosia zaczęła przecierać oczy. "
- Jesteś zmęczona kochanie. - Pani Felicja zwróciła się do niej.
- Tak. - Odpowiedziała.
_ Tylko wiecie ja tu mam tą kanapę i swoje łóżko, które jest w tamtym pokoju. - Odpowiedziała staruszka.
- Mogę skorzystać z łazienki? - Spytała Gosia.
- Jasne, jest jak wyjdziesz to korytarzem i na lewo. - Odparła staruszka, a Małgosia podziękowała i wyszła.
- Kochasz ją? - Spytała pani Felicja.
- Skąd pani wie? - Zapytałem.
- To widać, po tym jak na nią patrzysz. - Uśmiechnęła się.
Ja tylko westchnąłem.
- Kocham ją, ale boje się, że ją skrzywdzę. - Odparłem i zacząłem skubać swoją dłoń.
*Gosia*
-Wiesz co Ci powiem młodzieńcze? Że powinieneś jej wyznać co do niej czujesz za nim zrobi to ktoś inny.- usłyszałam skrawek rozmowy pani Felicji i Eryka. Czy to oznaczało, że on mnie kocha? Pomyślałam sobie, że to może niekoniecznie chodzi o mnie. Mogło przecież chodzić o jakąkolwiek dziewczynę. Weszłam niepewnie do pokoju. Po Eryku było widać, że jest zmieszany.
-O czym tam gadacie?- zapytałam, patrząc prosto w oczy Eryka.
-A tak o tym i o tamtym- powiedział- Przepraszam, ale muszę skorzystać z łazienki.
Mój kolega wstał z sofy i udał się tam, gdzie król chodzi piechotą. Ja siadłam na jego miejsce.
-A co on taki spięty?
-Wydaje ci się złociutka- odparła pani Felicja i wstała z fotela- Możesz się przesiąść? Przygotuje wam spanie.
-A nie ma pani jakiegoś materaca dmuchanego?- zapytałam z nadzieją w głosie.
-Niestety, ale sofa jest duża, więc się pomieścicie.
-A mam pytanie. Jak daleko jest stąd do Wrocławia?
-Ze sto trzydzieści kilometrów będzie.
-Ile??- wytrzeszczyłam oczy- A gdzie tu jest najbliżej?
-Do Karpacza masz jakieś sześć kilometrów.
-Ja to chyba zwariuje- wzięłam głęboki oddech- A jak najłatwiej tam dotrzeć?
-Powiem tak. Jutro przyjeżdża do mnie Klaudia. Taka młoda dziewczyna, która robi mi zakupy co kilka dni. Poproszę ją, żeby was zawiozła do Karpacza.
-Naprawdę? Mogłaby pani?- na mojej buzi pojawił się uśmiech i rzuciłam się na kobiecinę, prawie ją przewracając.
-A w ogóle nie zapytałam pani o najważniejsze. Ma może pani telefon? Muszę do przyjaciółki zadzwonić.
-Leży tam na komodzie. Jak chcesz trochę prywatności to idź sobie do mojej sypialni. Gadaj ile chcesz.
-Dziękuję- pocałowałam kobietę w policzek i poszłam zadzwonić do Karoli.
- Jezu dziewczyno my tu zawału dostajemy. - Te słowa wypowiedziała Karolina gdy odebrała telefon i usłyszała mój głos.
- Karola ja zostałam z Erykiem porwana i uciekliśmy. - Gdy to mówiłam łzy stanęły mi w oczach.
- Gosia gdzie jesteście? - Zapytała.
- Ukryliśmy się u pani Felicji to staruszka mieszka w lesie sześć kilometrów od Karpacza. - Odparłam.
- Ja się boję, że nas znajdą. - Dodałam.
- Uspokój się. - Karola starała się mnie uspokoić.
- Jestem 130 km od Wrocławia to jak mam być spokojna? - Spytałam.
- Córeczko. - W słuchawce usłyszałam rodziców.
- Mamo, tato ja się boje. - Oznajmiłam.
- Spokojnie Gosieńko. - Tata starał się mnie uspokoić. - Gdzie jesteś? - Zapytała mama.
- 6 km od Karpacza dziś nocujemy z Erykiem u pani Felicji, a jutro jedziemy z jej pomocą domową do Karpacza. - Odparłam.
- Jezu jak ty tam się znalazłaś? - Spytała mama.
- Zostałam porwana i z Erykiem uciekliśmy. - Rzekłam.
- Przepraszam za tą kłótnie. - Dodałam, było mi głupio, że tak się zachowałam.
- Skarbie nie myśl o tym teraz. Jak będziecie w Karpaczu to idźcie na policje i pytajcie o Starszego aspiranta Maćka Sufa to mój kolega.- Wyjaśnił tata.
- Dobrze. Muszę kończyć, kocham was. - Pożegnałam się z rodzicami, rozłączyłam i wyszłam z sypialni pani Felicji.
- Dziękuje. - Oddałam jej telefon.
- Drobiazg. - Odparła, a ja kontem oka spojrzałam na leżącego na sofie Eryka.
- Zostanie was samych. - Kobieta wyszła, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Usiadłam na sofie i cicho westchnęłam, gapiąc się w przestrzeń przede mną. "Nosz kurwa" - Zaklęłam w duchu.
- Połóż się. - Odezwał się Eryk.
Szybko weszłam pod kołdrę i obróciłam się do niego plecami.
- Jak się trzymasz? - Zapytał.
- Jakoś muszę. - Odparłam nie patrząc na niego.
"I daję radę, choć czasem jest mi ciężko.'
Gapiłam się pustym wzrokiem w przestrzeń przede mną. W głowie miałam mętlik i chaos taki jakby moje myśli były kuleczkami w słoiku i ktoś ten słoik rozbija, kuleczki uciekają w różnorodne strony.
Przyjęłam pozycję embrionalną. Taaa w cale się nie boję, absolutnie. Kurwa kogo ja okłamuje? Poczułam jak moje policzki stają się mokre. Chyba dałam upust emocjom. Po chwili poczułam jak Eryk delikatnie mnie przytula.
- Będzie dobrze. - Rzekł.
- Chciałabym. Jednak nigdy nie będzie jak dawniej. - Powiedziałam.
- Słuchaj moja mama jest psychologiem. Pomoże ci. - Oznajmił.
- Gadanie. - Rzekłam. I przekręciłam się w jego stronę.
- Powiedz o czym gadałeś z panią Felicją? - Zadałam pytanie.
Widziałam jak się zmieszał.
- A tak o tym i o tamtym. - Rzekł ale ja nie dałam się przekonać.
- Wiesz co Ci powiem młodzieńcze? Że powinieneś jej wyznać co do niej czujesz za nim zrobi to ktoś inny. - Zacytowałam słowa pani Felicji.
Ten spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Skoro wiesz to po co pytasz? - Zapytał.
- Eryk do jasnej cholery! - Uniosłam się choć nie powinnam. Ten zatkał mi usta dłonią.
- Cii. Chcesz, żeby pani Felicja się obudziła, albo, żeby nas znaleźli? - Zapytał.
A ja zaprzeczyłam ruchem głowy. Zabrał dłoń.
W mgnieniu oka zbliżył się do mnie. Tak, że stykaliśmy się czołami.
- Wiesz Gosieńko. - Zaraz co? Czy on właśnie powiedział na mnie "Gosieńko"? Tak.
- Nie chce i nie umiem już ukrywać tego co do ciebie czuję. - Powiedział.
- Więc słucham. - Odparłam.
Delikatnie ale namiętnie musnął moje usta swoimi, po czym odsunął się i spojrzał mi w oczy.
- Kocham Cię. - Szepnął.
Poczułam motylki w brzuchu.
- Ja Ciebie też. - Oświadczyłam.
Życie to jednak bywa przewrotnie, jednego dnia cholernie cierpisz, a zaraz dowiadujesz się, ze ktoś kogo kochasz odwzajemnia uczucie. Położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka.
- Spróbuj zasnąć. - Powiedział.
- Nie wiem czy mogę.
- Kotek jesteś zmęczona, tyle przeszliśmy. Wycierpiałaś strasznie dużo. Będę przy tobie.
- Obiecaj, że będziesz przy mnie.
- Obiecuje. - Oznajmił.
Po paru minutach zasnęłam.
Obudziły mnie promienie słońca, które wpadły przez okno. Leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam słodko śpiącego Eryka, trochę wyglądał jak mały chłopiec. Wstałam z sofy i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. Blada twarz, a pod oczami wory, włosy przypominały siano. Przemyłam twarz wodą, a włosy rozczesałam palcami. Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie godzina ósma trzydzieści pięć. Wpadłam na pomysł by zrobić naleśniki na śniadanie. Szybko zabrałam się za robienie posiłku. Na myśl wkradły mi się słowa piosenki "Despacito" w polskiej wersji.
Krok po kroczku, najdelikatniej
Przytulam się do Ciebie bardziej i bardziej
- Dzień dobry księżniczko. - Przywitał mnie Eryk.
- Hejka. - Uśmiechnęłam się.
- Zrobiłaś naleśniki. - Zabrał jednego z talerza i zaczął jeść.
- Całkiem nie złe. - Skomentował.
- Tylko tyle? - Spytałam siadając mu na kolanach.
- To oddawaj. - Zabrałam mu naleśnik. I ugryzłam kawałek.
- Ej oddaj to. - Naburmuszył się jak mały chłopczyk.
Jednak ja nie posłuchałam i zjadłam na jego oczach.
- Ojć chyba już za późno. - Pocałowałam go w usta.
- Ehh jednak zadziorna jesteś. - Odpowiedział mi.
- Za to mnie kochasz. - Uśmiechnęłam się.
_ Nie tylko za to. - Znowu mnie pocałował.
_ ślicznie razem wyglądacie. - Usłyszeliśmy głos pani Felicji.
- Moja królewna zrobiła pyszne naleśniki. - Oznajmił Eryk.
Staruszka usiadła przy stole i wzięła kilka naleśników na talerz, zaczęła jeść.
- Faktycznie pyszne. - Przyznała, a ja się uśmiechnęłam.
*Eryk*
_ Mówiłem, ma dziewczyna talent. - Oświadczyłem.
- Mogę panią o coś zapytać? - Gosia spojrzała na staruszkę.
- Pytaj. - Uśmiechnęła się.
- Dlaczego mieszka pani w lecie?
- Nie mogłabym, żyć w mieście. Ten natłok mnie przeraża. Wszędzie, ktoś gdzieś gna, ludzie mijają się bez słowa, każdy zajęty sobą. Tu jest inaczej. - Wyjaśniła.
- Nie nudzi się pani? - Zapytała.
- Nie. Często robię na drutach, albo wyszywam. - Wyjaśniła.
- Wyszywa pani. Przyznam się szczerze, że mi to imponuje. - Powiedziała Gosia.
- Jak chcesz to Cię tego nauczę.
- Jeśli by pani mogła, tylko pozbieram talerze. - Gosia zebrała talerze i poszliśmy do salonu.
*Sebastian *
Kurwa, ta mała dziwka nawiała z tym przydupasem. Teraz mnie pewnie sprzeda psom. Mogłem być czujniejszy, a nie dałem się przez ten jej głos. Nie powiem bo cholera ładny ma. Ale szmata nie umiała mnie docenić. Jest jak jej matka. Loda umie zrobić no przecież doświadczona w tym jest. Chodziłem wściekły po pokoju. Szmata co do ruchania się nadaje. Wczoraj nie źle się ją rżnęło. A ten frajer jak krzyczał, żebym ją zostawił. Do pokoju wszedł mój stary.
- No synu nie źle wczoraj ją zerżnąłeś. - Poklepał mnie po ramieniu.
- Takiej suce to tylko to się należy.
- Chodź na dół walniemy krechę. - Powiedział i poszliśmy.
Po zajściu na dół. Szybko wysypałem z torebki trochę hery i wciągnąłem.
*Gosia*
Pani Felicja uczyła mnie wyszywać. Co szło jej świetnie.
- Widzisz Małgosiu doskonale Ci idzie.- Pochwaliła mnie.
- Dziękuje ba...proszę pani. - Podziękowałam.
- Jak chcesz to mów do mnie babciu. - Oznajmiła.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Kobieta poszła otworzyć. A po chwili wróciła z na oko dwudziestopięcioletnia dziewczyną.
- Słuchajcie to jest Klaudia i zawodzie was do Karpacza. - Powiedziała.
Nie powiem bo trochę było mi przykro się rozstawać z panią Felicją. Ale cóż. Przytuliłam kobietę na pożegnanie. Ta ucałowała mnie w czoło.
- Zaczekajcie chwilę. - Oznajmiła i poszła do swojej sypialni po chwili wróciła. Wzięła moją dłoń i położyła na niej złoty naszyjnik z serduszkiem. Zamknęła ja w pięść.
- Posłuchaj ten naszyjnik jest w mojej rodzinie od pokoleń, teraz ja przekazuje go tobie. - Rzekła.
- Nie mogę go przyjąć. - Oświadczyłam.
- Jesteś dobra, empatyczna i wiele przeszłaś masz serce anioła, a ja nie chce by on kiedyś został wyrzucony na śmieci. Dlatego daje go tobie. - Poczułam jak łzy wzruszenia cisną mi się do oczu.
Przytuliłam kobietę i podziękowałam najładniej jak potrafiłam.
Potem z Erykiem i Klaudią poszliśmy do auta i ruszyliśmy do Karpacza.
Na szczęście kobieta z którą jechaliśmy podwiozła nas pod komisariat.
Podziękowaliśmy i udaliśmy się do środka.
- To gdzie teraz? - Zapytał Eryk.
- Do recepcji. - Chwyciłam chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą.
W recepcji było kobieta o czarnych prostych włosach na oko miała czterdzieści pięć lat.
- Proszę pani niech pani zadzwoni do Macieja Sufa. - Zwróciłam się do niej.
- A kim ty jesteś? - Zapytała recepcjonistka.
- Małgorzata Nowak, a to Eryk Pazio. - Odpowiedziałam.
A kobieta zadzwoniła i po chwili mężczyzna w wieku mojego taty się pojawił.
- Czy pan to Maciej Sufa? - Zapytałam.
- Tak, a o co chodzi?
- Nazywam się Gosia Nowak i jestem córką Jacka Nowaka.
- A no tak twój tata do mnie już dzwonił i o wszystkim wiem. Chodźcie ze mną. - Odpowiedział, a my poszliśmy za nim.
*Ola*
Jechałam z moim mężem, Mikołajem i Karoliną do Karpacza po moją córeczkę. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie.
- Jacek mogliśmy poświęcić jej więcej czasu. - Zwróciłam się do męża.
- Wiem skarbie, to nasza wina. Mam nadzieje, że jej to wynagrodzimy. - Odezwał się mój mąż.
Po ponad 2 godzinach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do pokoju dyżurnego.
- Mama, tata! - Moja córka od razu się na nas rzuciła i nas przytuliła.
- Kochanie ty nasze. - Przytuliliśmy ją do sienie.
Nasza mała córeczka, nasze oczko w głowie.
- Przepraszamy. - Trzymaliśmy ją w objęciach.
- Nie szkodzi. - Odsunęła się od nas.
- Mamo, tato wasza "mała córeczka" - Zrobiła cudzysłów w powietrzu mówiąc to. - Musi wam kogoś przedstawić. To mój chłopak Eryk Pazio. - Wskazała na chłopaka, który podszedł.
- Dzień dobry. - Chłopak wyciągnął dłoń najpierw w moją stronę.
- Witaj. - Uścisnęłam jego dłoń.
Potem wyciągnął dłoń w stronę mojego męża.
- Tylko nie skrzywdź jej. - Powiedział Jacek, podając mu dłoń.
- Ma pan moje słowo, że jej nie skrzywdzę. - Powiedział chłopak.
- Już i tak za dużo przeszła. - Dodał.
- Gosia, co tam Ci zrobili? - Spytałam kucając przed córką.
Przygryzła wargę, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Sebastian mnie zgwałcił. - Oznajmiła cicho.
- Jezu jak ja go dorwę to mu nogi powyrywam
- Tato. - Gosia uśmiechnęła się.
- Pamiętasz co mi powtarzacie? - Spytała.
- Że zrobienie krzywdy to nie jest wyjście. Wyjściem jest wpakowanie do więzienia przestępcy. - Dodała.
- A moja mama jest psychologiem i pomoże jej o tym zapomnieć. - Odezwał się Eryk.
- A ja mam pomysł! Jedźmy do domu. - Powiedziała Gosia.
- Jasne.
*Gosia*
Gdy tylko weszłam do domu z rodzicami. Od razu udałam się pod prysznic. Potrzebowałam tego. Zdjęłam ciuchy i wrzuciłam je do prania, weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Ciepła woda spłynęła po moim ciele. Musiałam zmyć brud chociaż ten zewnętrzny. Po wyjściu otuliłam się moim ukochanym niebieskim miękkim ręcznikiem i wytarłam ciało. Ubrałam bieliznę i piżamy. Gdy nagle w zasięgu mojego wzroku pojawiła się żyletka. Wzięłam ją do ręki i docisnęłam do skóry. Jedna kreska, druga, kolejna i kolejna, a potem pustka i ciemność.
Obudziłam się, ale nie byłam w łazience. Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam Eryka i moich rodziców.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? - Spytałam.
- W szpitalu, pocięłaś się. - Oznajmiła mama, a ja spojrzałam na moje zabandażowane nadgarstki.
- Po żyć jak się przeżyło koszmar. - Odparłam.
- Kochanie nie mów tak. - Eryk mnie skarcił.
- Musisz być silna. - Rzekł.
- Ja chce umrzeć, zostawcie mnie samą. - Przekręciłam się w przeciwną stronę.
Słyszałam jak wychodzą, a po chwili wszedł Eryk.
- Skarbie, to moja mama porozmawiaj z nią. - Powiedział.
- Nie chce. - Rzekłam.
- Zostaw nas same. - Odezwała się kobieta.
- Mam na imię Nikola, chce Ci pomóc. - Zaczęła mówić, delikatnie. Przekręciłam się w jej stronę.
- Nikt nie może mi pomóc.
- Eryk mi mówił o wszystkim.
- Moje słoneczko kochane. Ale co z tego.
- Widzę, że go kochasz. On Ciebie też. - Oznajmiła, a w drzwiach stanął mój ukochany.
- Wiem, ale to wszystko mnie przeraża. - Odparłam.
- Kotku, musisz być silna, pomożemy Ci przez to przejść. - Eryk podszedł do łóżka i dotknął mojego policzka.
- W takim razie podejmę walkę. - Oznajmiłam.
*3 lata później*
Półtorej roku temu Eryk mi się oświadczył, a rok temu wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy ze sobą. Próbuję zapomnieć o tym co się wydarzyło 3 lata temu, ale czasem ten koszmar powraca. Tej nocy znowu miałam ten koszmar. Eryk natychmiast mnie pocałował i ja otworzyłam oczy.
- Znowu miałaś ten sen? - Spytał.
- Mhy. - Mruknęłam.
- Przytul mnie. - Dodałam, a on bez słowa mnie przytulił, podziwiam go, że tyle już ze mną wytrzymał. Ale kocham go mimo wszystko, jego i naszą małą Marylkę. A no właśnie jestem w 7 miesiącu ciąży.
*5 lata później*
Maryla ma już 5 lat.Jest taka duża i podobna do taty. Chodzi do przedszkola. Eryk i ja pracujemy w policji,
- Cześć kochanie. - Mój mąż ucałował mnie w policzek
- Hej miś. - Przytuliłam się do niego.
- Gdzie mała? - Spytał.
- U moich rodziców nocuje. - Uśmiechnęłam się.
- Uhuhu czyli mamy całą noc dla siebie. - Pocałował mnie w usta.
- Wariat. - Odparłam.
Podniósł mnie i posadził na stole.
- Twój wariat. - Rzekł.
- No oczywiście.
- Wiesz Marylka ostatnio ciągle mówi, że by chciała siostrzyczkę. - Zaczął.
- Wiem. - Odparłam.
- Więc jeśli mamy całą noc. - zaczął całować moją szyję - To może zrobimy jej ten prezent?
- Tak.
*20 lat później*
Oboje z Erykiem pracujemy w policji. Nasze córki Maryla i Justyna pracują w policji zupełnie jak my. Maryla ma 25 lat i męża Emila i roczną córkę Alę, a Justyna 20 lat i narzeczonego Kubę.
Kiedy pamięcią wracam do przeszłości wiem, że warto było cierpieć, bo dziś mam wszystko o czym marzyłam. Kochającego męża, dwójkę dzieci i jestem babcią.
Hejka wam wszystkim! No i wybiło 155 tysięcy wyświetleń. Ale to wasza zasługa, dziękuje za to.
Szczególne podziękowania dla tej pani -------> Blogerka 1978 za pomoc w pisaniu. :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
Miała osiemnaście lat, była jedynaczką, miała wszystko, dom, rodzinę, przyjaciół. Ale co z tego jak dla jej rodziców to praca była najważniejsza. Młoda kobieta robiła co mogła by ją zauważyli, ale z marnym skutkiem.
- Gosia uspokój się, wiesz, że Cie kochamy. - Jacek starał się załagodzić sytuacje.
- Kochacie jasne, nie zła ściema, Wy kochacie tylko robotę. - Po tych słowach wybiegła z domu trzaskając. Po drodze zabrał swoją ukochaną deskorolkę.
Poszła do skejt parku i od razu ruszyła na rampę. Kiedy jeździła świat wydawał się inny, zapomniała o problemach, troskach, czy zmartwieniach. Wtedy właśnie nad wszystkim myślała. W pewnej chwili pomyślała o kłótni z rodzicami, o tym co powiedziała, ale chyba miała racje, bo jej rodzice już dawno o niej zapomnieli. "Pewnie znowu wrócę do pustego domu." - Pomyślała smutno. Ale po chwili znowu oddała się swojej ukochanej czynności jaką był skatebording.
Trudno kochać dom, jeśli dom to
tylko meble
Robiła się już ciemno. Rozpoczęła się walka słońca z czasem. Gosia doskonale wiedziała, iż pora wracać. Postanowiła nieść swoją deskorolkę. Wzięła ją w rękę i ruszyła w stronę domu. Postanowiła pójść przez park, gdyż było krócej, niestety nagle poczuła ból z tyłu głowy, a potem była ciemność, Obudziła się w jakimś pomieszczeniu, a głowa bolała ją niemiłosiernie, rozejrzała się dookoła siebie. Tynk odchodzący od ścian, zamiast podłogi beton, niewielka żarówka rozjaśniała mrok. W pokoju było okno, ale zakratowane, a drzwi były zamknięte. Dziewczyna zaczęła panikować, waliła pięściami w drzwiami i krzyczała na całe gardło. W końcu drzwi się otworzyły i odskoczyła od nich jak poparzona.
- Sebastian? - Spytała widząc swojego byłego.
- Tato nasza księżniczka się obudziła. - Zawołał chłopak, a po chwili w pomieszczeniu zjawił się Kubeł. Dziewczyna do reszty zgłupiała. Po chwili otrząsnęła się.
- Witamy śpiącą królewnę. - Kubeł uśmiechnął się cynicznym uśmiechem.
- To już pseudo powitanie mamy za sobą, a teraz czego chcecie? - Spytała dość opanowanym głosem.
- Jak to czego chcemy, odrzuciłaś mojego syna. - Powiedział Kubeł.
- Widocznie nie zapałałam do niego sympatią. Z resztą nic dziwnego, bo jaki ojciec taki syn. - Odpyskowała za co dostała z liścia od Kubła.
- Tato, nie warto, Zróbmy to tak jak w planie. - Powiedział Sebastian
- Wujku. - Zawołał, a po chwili zjawił się Wasyl z związanym Erykiem.
- Eryk! - Dziewczyna chciała natychmiast do niego podbiec, ale Kubeł jej to skutecznie uniemożliwił wyciągając broń i kierując ją na Eryka.
- Najpierw zrobisz mi loda, albo ten twój chłopak zdechnie, a ty razem z nim. _ Powiedział Sebastian.
Niebieskie oczy dziewczyny wypełniły się łzami, Nie chciała robić z siebie dziwki, robiąc mu tą "Przyjemność", ale nie chciała by Eryk umarł.
- No co tak stoisz mała dziwko? Na kolana, chyba, że chcesz by on zginął. - Wrzasnął Sebastian.
Dziewczyna spojrzała na Eryka i płakać się jej chciało gdy widziała jego podbite oko i rozciętą wargę.
Powoli uklęknęła, a Sebastian włożył siłą swoje przyrodzenie do jej ust i zaczął poruszać. Po chwili biała maż wypłynęła do gardła Małgosi, chłopak wyjął swoje przyrodzenie, jakby nigdy nic zasunął swój rozporek.
- Do ukraińskiego burdelu się nadajesz. - Oznajmił.
Dziewczyna splunęła na beton.
- Ej tu się nie pluje. - Wasyl zwrócił jej uwagę.
- Wal się. - Syknęła z nienawiścią w głosie.
Chłopak chwycił ją mocno za włosy, by wstała, po czym przewrócił na beton i zaczął zdzierać z niej ubranie. Zaczęła się szarpać, ale przytknął jej do nosa chusteczkę nasączoną chloroformem i straciła przytomność.
Obudziła się po kilku godzinach obudziła się i zobaczyła, że jest w innym pokoju bo, leżała na sofie, przykryta starym kocem. Na przeciwko niej siedział oparty o ścianę Eryk.
- Jak się czujesz? Coś cię boli? - Zasypał ją pytaniami podchodząc do łóżka.
- Źle, okropnie, wszystko mnie boli, jest mi cholernie zimno, kurwa czy on... - Zacięła się i spojrzała pustym wzrokiem na blondyna.
- Tak, jeszcze kazał mi to oglądać. Jezu to było okrutne. - Eryk wyraźnie posmutniał, a Gosia wybuchła płaczem jak małe dziecko, któremu zabrano ukochaną zabawkę.
_ Ale wiesz, że nie musiałaś robić mu loda. - Oświadczył Eryk.
- Musiałam, nie chce, żebyś umarł. - Powiedziała cicho dziewczyna.
- Przecież to szaleństwo. - Chłopak podrapał się po karku.
- I odwaga i poświęcenie. - Dodał.
Każde szaleństwo jest wewnętrznie spójne i logiczne. Trzeba tylko tą logikę rozpoznać.
- Cóż czasem trzeba się poświęcić. - Odparła dziewczyna.
*W domu Nowaków.*
- Gdzie ona jest? - Zapytała zaniepokojona Aleksandra.
- Obdzwoniłam szpitale, nasze koleżanki i nic. - Odezwała się Karolina najlepsza przyjaciółka Gosi.
- A dzwoniłaś do tego Marcina. - Spytała Ola.
- Nie. Ale już dzwonię. - Dziewczyna szybko wykręciła numer chłopaka, który szybko odebrał.
- Cześć Marcin Gosia odzywała się do ciebie, na przełomie kilku ostatnich godzin? - Spytała Karolina.
- Cześć, nie, a co stało? - Zapytał.
- Gosia od kilku godzin nie daje znaku życia. - Oznajmiła Karolina.
- Cholera. Wiesz nie dawno słyszałem jak ten Sebastian mówi, że ona pożałuje. - Rzekł chłopak.
- Co takiego? - Jacek wyrwał telefon Karolinie.
- Podobno miał ją gdzieś zabrać, ale nic nie wiem. - Oświadczył chłopak.
- Ok. Do widzenia. - Rzekł Nowak.
- Do widzenia. - Marcin rozłączył się.
- A co jeśli Gosia już nie żyje? - Spytała Ola.
Jacek natychmiast ją przytulił.
_Kochanie wiesz, że każdy patrol ma przydzielony osobny budynek i będą jej szukać. - Blondyn zaczął głaskać jej plecy.
*Eryk*
"No kurwa zabiję sukinsyna, własnymi rękami. Jak on mógł jej to zrobić? Słyszałem, że kiedyś byli razem, ale po kłócili się i z nim zerwała. - Zatraciłem się w myśleniu, które przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem z Gosią w tamtą stronę. Stał w nich nikt inny jak ten złamas.
- Przyniosłem dla was jedzenie. - Odezwał się.
- Nie trzeba. - Burknąłem nabuzowany.
- Ależ Eryku... - Jej słodziutki głosik rozbrzmiał po pomieszczeniu. - Nie powinniśmy się tak zachowywać. - Ruszyła w jego stronę. Zaraz co?
- Powinniśmy być wdzięczni, że dają nam jedzenie. - Podeszła do niego, tak cholernie blisko, włożyła mu ręce do tylnych kieszeni jego spodni, wcześniej zabrała mu tacę i postawiła na podłodze.
- Dziękujemy. - Rzekła.
On odepchnął ją i wyszedł.
- Dobrze się czujesz? - Spytałem.
- Tak. - Odparła tym głosikiem, przy którym śpiew ptaków się umywał.
- I ty zamierzasz to jeść? - Wskazałem na posiłek.
- Kpisz czy o drogę pytasz? - Zapytała, a ja zgłupiałem i patrzyłem na nią jak debil.
- Patrz. - Otworzyła zaciśniętą w pięść dłoń w której był klucz. Cholera ona jest genialna.
- Chciałbym zauważyć, że masz na sobie tylko krótkie spodenki i bluzkę z krótkim rękawem. - Oznajmiłem.
- To co? - Spytała.
- No to, że pada. - Powiedziałem.
- Wole zmoknąć niż siedzieć tutaj. - Oznajmiła zamykając drzwi na klucz.
- To po co je zamykasz? - Spytałem.
- Bo jeśli wyjdziemy oknem nie skapną się tak szybko. - Odrzekła, podchodząc do okna i otwierając je. Wdrapała się na parapet. Skubana taka mała, a taka przebiegła.
- Idziesz? - Spytała i zeskoczyła z parapetu. Natychmiast ruszyłem w stronę okna i uczyniłem jak ona.
- No to w drogę. - Ruszyła, a ja za nią.
*Kilka godzin później*
Idziemy już kilka godzin i przeszliśmy już chyba 10 kilometrów. Szczerze? To już nie czuje nóg. Jak patrzę na nią jak kroczy to ją podziwiam. Nic jej nie przeszkadza.
- Mogłabyś zwolnić? Padam z nóg. - Odezwałem się.
Przystanęła i spojrzała na mnie.
- Pewnie. - Odezwała się, a ja oparłem się o drzewo.
Ona uczyniła tak samo.
- Patrz! - Wykrzyknęła i wskazała na coś palcem, a ja spojrzałem w stronę. Moim oczom ukazał się drewniany domek. Od razu ruszyliśmy w jego stronę. Na szczęście drzwi były otwarte, więc weszliśmy do środka.
- Halo! - Krzyknąłem, a po chwili, w korytarzu zjawiła się starsza kobieta.
- Dzieci, a co wy tutaj robicie? - Zapytała staruszka.
- Zostaliśmy por... - Chciałem dokończyć, ale Gosia mi przerwała.
- Porwano nas i uciekliśmy. - Odezwała się.
- Na Boga. Wejdźcie. - Zaprosiła nas do środka. A my weszliśmy do środka.
- Chcecie czegoś do picia? - Spytała.
- Herbatę jak można prosić. - Odezwała się Małgosia.
- Ja też. - Odparłem, a kobieta wyszła i po pięciu minutach wróciła z trzema kubkami, postawiła je na stole i siadła na fotelu, my siedzieliśmy na kanapie.
- Jak macie na imiona? - Spytała.
- Ja jestem Eryk. - Przedstawiłem się.
- A to Małgosia. - Wskazałem na koleżankę, która podniosła kubek do ust.
- Jesteście parą? - Spytała, a Gosia zakrztusiła się płynem.
- Nie, tylko się kolegujemy. - Odezwała się.
- A jak pani ma na imię? - Spytałem.
- Jestem Felicja. - Odpowiedziała kobieta.
A Gosia zaczęła przecierać oczy. "
- Jesteś zmęczona kochanie. - Pani Felicja zwróciła się do niej.
- Tak. - Odpowiedziała.
_ Tylko wiecie ja tu mam tą kanapę i swoje łóżko, które jest w tamtym pokoju. - Odpowiedziała staruszka.
- Mogę skorzystać z łazienki? - Spytała Gosia.
- Jasne, jest jak wyjdziesz to korytarzem i na lewo. - Odparła staruszka, a Małgosia podziękowała i wyszła.
- Kochasz ją? - Spytała pani Felicja.
- Skąd pani wie? - Zapytałem.
- To widać, po tym jak na nią patrzysz. - Uśmiechnęła się.
Ja tylko westchnąłem.
- Kocham ją, ale boje się, że ją skrzywdzę. - Odparłem i zacząłem skubać swoją dłoń.
*Gosia*
-Wiesz co Ci powiem młodzieńcze? Że powinieneś jej wyznać co do niej czujesz za nim zrobi to ktoś inny.- usłyszałam skrawek rozmowy pani Felicji i Eryka. Czy to oznaczało, że on mnie kocha? Pomyślałam sobie, że to może niekoniecznie chodzi o mnie. Mogło przecież chodzić o jakąkolwiek dziewczynę. Weszłam niepewnie do pokoju. Po Eryku było widać, że jest zmieszany.
-O czym tam gadacie?- zapytałam, patrząc prosto w oczy Eryka.
-A tak o tym i o tamtym- powiedział- Przepraszam, ale muszę skorzystać z łazienki.
Mój kolega wstał z sofy i udał się tam, gdzie król chodzi piechotą. Ja siadłam na jego miejsce.
-A co on taki spięty?
-Wydaje ci się złociutka- odparła pani Felicja i wstała z fotela- Możesz się przesiąść? Przygotuje wam spanie.
-A nie ma pani jakiegoś materaca dmuchanego?- zapytałam z nadzieją w głosie.
-Niestety, ale sofa jest duża, więc się pomieścicie.
-A mam pytanie. Jak daleko jest stąd do Wrocławia?
-Ze sto trzydzieści kilometrów będzie.
-Ile??- wytrzeszczyłam oczy- A gdzie tu jest najbliżej?
-Do Karpacza masz jakieś sześć kilometrów.
-Ja to chyba zwariuje- wzięłam głęboki oddech- A jak najłatwiej tam dotrzeć?
-Powiem tak. Jutro przyjeżdża do mnie Klaudia. Taka młoda dziewczyna, która robi mi zakupy co kilka dni. Poproszę ją, żeby was zawiozła do Karpacza.
-Naprawdę? Mogłaby pani?- na mojej buzi pojawił się uśmiech i rzuciłam się na kobiecinę, prawie ją przewracając.
-A w ogóle nie zapytałam pani o najważniejsze. Ma może pani telefon? Muszę do przyjaciółki zadzwonić.
-Leży tam na komodzie. Jak chcesz trochę prywatności to idź sobie do mojej sypialni. Gadaj ile chcesz.
-Dziękuję- pocałowałam kobietę w policzek i poszłam zadzwonić do Karoli.
- Jezu dziewczyno my tu zawału dostajemy. - Te słowa wypowiedziała Karolina gdy odebrała telefon i usłyszała mój głos.
- Karola ja zostałam z Erykiem porwana i uciekliśmy. - Gdy to mówiłam łzy stanęły mi w oczach.
- Gosia gdzie jesteście? - Zapytała.
- Ukryliśmy się u pani Felicji to staruszka mieszka w lesie sześć kilometrów od Karpacza. - Odparłam.
- Ja się boję, że nas znajdą. - Dodałam.
- Uspokój się. - Karola starała się mnie uspokoić.
- Jestem 130 km od Wrocławia to jak mam być spokojna? - Spytałam.
- Córeczko. - W słuchawce usłyszałam rodziców.
- Mamo, tato ja się boje. - Oznajmiłam.
- Spokojnie Gosieńko. - Tata starał się mnie uspokoić. - Gdzie jesteś? - Zapytała mama.
- 6 km od Karpacza dziś nocujemy z Erykiem u pani Felicji, a jutro jedziemy z jej pomocą domową do Karpacza. - Odparłam.
- Jezu jak ty tam się znalazłaś? - Spytała mama.
- Zostałam porwana i z Erykiem uciekliśmy. - Rzekłam.
- Przepraszam za tą kłótnie. - Dodałam, było mi głupio, że tak się zachowałam.
- Skarbie nie myśl o tym teraz. Jak będziecie w Karpaczu to idźcie na policje i pytajcie o Starszego aspiranta Maćka Sufa to mój kolega.- Wyjaśnił tata.
- Dobrze. Muszę kończyć, kocham was. - Pożegnałam się z rodzicami, rozłączyłam i wyszłam z sypialni pani Felicji.
- Dziękuje. - Oddałam jej telefon.
- Drobiazg. - Odparła, a ja kontem oka spojrzałam na leżącego na sofie Eryka.
- Zostanie was samych. - Kobieta wyszła, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Usiadłam na sofie i cicho westchnęłam, gapiąc się w przestrzeń przede mną. "Nosz kurwa" - Zaklęłam w duchu.
- Połóż się. - Odezwał się Eryk.
Szybko weszłam pod kołdrę i obróciłam się do niego plecami.
- Jak się trzymasz? - Zapytał.
- Jakoś muszę. - Odparłam nie patrząc na niego.
"I daję radę, choć czasem jest mi ciężko.'
Gapiłam się pustym wzrokiem w przestrzeń przede mną. W głowie miałam mętlik i chaos taki jakby moje myśli były kuleczkami w słoiku i ktoś ten słoik rozbija, kuleczki uciekają w różnorodne strony.
Przyjęłam pozycję embrionalną. Taaa w cale się nie boję, absolutnie. Kurwa kogo ja okłamuje? Poczułam jak moje policzki stają się mokre. Chyba dałam upust emocjom. Po chwili poczułam jak Eryk delikatnie mnie przytula.
- Będzie dobrze. - Rzekł.
- Chciałabym. Jednak nigdy nie będzie jak dawniej. - Powiedziałam.
- Słuchaj moja mama jest psychologiem. Pomoże ci. - Oznajmił.
- Gadanie. - Rzekłam. I przekręciłam się w jego stronę.
- Powiedz o czym gadałeś z panią Felicją? - Zadałam pytanie.
Widziałam jak się zmieszał.
- A tak o tym i o tamtym. - Rzekł ale ja nie dałam się przekonać.
- Wiesz co Ci powiem młodzieńcze? Że powinieneś jej wyznać co do niej czujesz za nim zrobi to ktoś inny. - Zacytowałam słowa pani Felicji.
Ten spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Skoro wiesz to po co pytasz? - Zapytał.
- Eryk do jasnej cholery! - Uniosłam się choć nie powinnam. Ten zatkał mi usta dłonią.
- Cii. Chcesz, żeby pani Felicja się obudziła, albo, żeby nas znaleźli? - Zapytał.
A ja zaprzeczyłam ruchem głowy. Zabrał dłoń.
W mgnieniu oka zbliżył się do mnie. Tak, że stykaliśmy się czołami.
- Wiesz Gosieńko. - Zaraz co? Czy on właśnie powiedział na mnie "Gosieńko"? Tak.
- Nie chce i nie umiem już ukrywać tego co do ciebie czuję. - Powiedział.
- Więc słucham. - Odparłam.
Delikatnie ale namiętnie musnął moje usta swoimi, po czym odsunął się i spojrzał mi w oczy.
- Kocham Cię. - Szepnął.
Poczułam motylki w brzuchu.
- Ja Ciebie też. - Oświadczyłam.
Życie to jednak bywa przewrotnie, jednego dnia cholernie cierpisz, a zaraz dowiadujesz się, ze ktoś kogo kochasz odwzajemnia uczucie. Położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka.
- Spróbuj zasnąć. - Powiedział.
- Nie wiem czy mogę.
- Kotek jesteś zmęczona, tyle przeszliśmy. Wycierpiałaś strasznie dużo. Będę przy tobie.
- Obiecaj, że będziesz przy mnie.
- Obiecuje. - Oznajmił.
Po paru minutach zasnęłam.
Obudziły mnie promienie słońca, które wpadły przez okno. Leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam słodko śpiącego Eryka, trochę wyglądał jak mały chłopiec. Wstałam z sofy i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. Blada twarz, a pod oczami wory, włosy przypominały siano. Przemyłam twarz wodą, a włosy rozczesałam palcami. Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie godzina ósma trzydzieści pięć. Wpadłam na pomysł by zrobić naleśniki na śniadanie. Szybko zabrałam się za robienie posiłku. Na myśl wkradły mi się słowa piosenki "Despacito" w polskiej wersji.
Krok po kroczku, najdelikatniej
Przytulam się do Ciebie bardziej i bardziej
- Dzień dobry księżniczko. - Przywitał mnie Eryk.
- Hejka. - Uśmiechnęłam się.
- Zrobiłaś naleśniki. - Zabrał jednego z talerza i zaczął jeść.
- Całkiem nie złe. - Skomentował.
- Tylko tyle? - Spytałam siadając mu na kolanach.
- To oddawaj. - Zabrałam mu naleśnik. I ugryzłam kawałek.
- Ej oddaj to. - Naburmuszył się jak mały chłopczyk.
Jednak ja nie posłuchałam i zjadłam na jego oczach.
- Ojć chyba już za późno. - Pocałowałam go w usta.
- Ehh jednak zadziorna jesteś. - Odpowiedział mi.
- Za to mnie kochasz. - Uśmiechnęłam się.
_ Nie tylko za to. - Znowu mnie pocałował.
_ ślicznie razem wyglądacie. - Usłyszeliśmy głos pani Felicji.
- Moja królewna zrobiła pyszne naleśniki. - Oznajmił Eryk.
Staruszka usiadła przy stole i wzięła kilka naleśników na talerz, zaczęła jeść.
- Faktycznie pyszne. - Przyznała, a ja się uśmiechnęłam.
*Eryk*
_ Mówiłem, ma dziewczyna talent. - Oświadczyłem.
- Mogę panią o coś zapytać? - Gosia spojrzała na staruszkę.
- Pytaj. - Uśmiechnęła się.
- Dlaczego mieszka pani w lecie?
- Nie mogłabym, żyć w mieście. Ten natłok mnie przeraża. Wszędzie, ktoś gdzieś gna, ludzie mijają się bez słowa, każdy zajęty sobą. Tu jest inaczej. - Wyjaśniła.
- Nie nudzi się pani? - Zapytała.
- Nie. Często robię na drutach, albo wyszywam. - Wyjaśniła.
- Wyszywa pani. Przyznam się szczerze, że mi to imponuje. - Powiedziała Gosia.
- Jak chcesz to Cię tego nauczę.
- Jeśli by pani mogła, tylko pozbieram talerze. - Gosia zebrała talerze i poszliśmy do salonu.
*Sebastian *
Kurwa, ta mała dziwka nawiała z tym przydupasem. Teraz mnie pewnie sprzeda psom. Mogłem być czujniejszy, a nie dałem się przez ten jej głos. Nie powiem bo cholera ładny ma. Ale szmata nie umiała mnie docenić. Jest jak jej matka. Loda umie zrobić no przecież doświadczona w tym jest. Chodziłem wściekły po pokoju. Szmata co do ruchania się nadaje. Wczoraj nie źle się ją rżnęło. A ten frajer jak krzyczał, żebym ją zostawił. Do pokoju wszedł mój stary.
- No synu nie źle wczoraj ją zerżnąłeś. - Poklepał mnie po ramieniu.
- Takiej suce to tylko to się należy.
- Chodź na dół walniemy krechę. - Powiedział i poszliśmy.
Po zajściu na dół. Szybko wysypałem z torebki trochę hery i wciągnąłem.
*Gosia*
Pani Felicja uczyła mnie wyszywać. Co szło jej świetnie.
- Widzisz Małgosiu doskonale Ci idzie.- Pochwaliła mnie.
- Dziękuje ba...proszę pani. - Podziękowałam.
- Jak chcesz to mów do mnie babciu. - Oznajmiła.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Kobieta poszła otworzyć. A po chwili wróciła z na oko dwudziestopięcioletnia dziewczyną.
- Słuchajcie to jest Klaudia i zawodzie was do Karpacza. - Powiedziała.
Nie powiem bo trochę było mi przykro się rozstawać z panią Felicją. Ale cóż. Przytuliłam kobietę na pożegnanie. Ta ucałowała mnie w czoło.
- Zaczekajcie chwilę. - Oznajmiła i poszła do swojej sypialni po chwili wróciła. Wzięła moją dłoń i położyła na niej złoty naszyjnik z serduszkiem. Zamknęła ja w pięść.
- Posłuchaj ten naszyjnik jest w mojej rodzinie od pokoleń, teraz ja przekazuje go tobie. - Rzekła.
- Nie mogę go przyjąć. - Oświadczyłam.
- Jesteś dobra, empatyczna i wiele przeszłaś masz serce anioła, a ja nie chce by on kiedyś został wyrzucony na śmieci. Dlatego daje go tobie. - Poczułam jak łzy wzruszenia cisną mi się do oczu.
Przytuliłam kobietę i podziękowałam najładniej jak potrafiłam.
Potem z Erykiem i Klaudią poszliśmy do auta i ruszyliśmy do Karpacza.
Na szczęście kobieta z którą jechaliśmy podwiozła nas pod komisariat.
Podziękowaliśmy i udaliśmy się do środka.
- To gdzie teraz? - Zapytał Eryk.
- Do recepcji. - Chwyciłam chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą.
W recepcji było kobieta o czarnych prostych włosach na oko miała czterdzieści pięć lat.
- Proszę pani niech pani zadzwoni do Macieja Sufa. - Zwróciłam się do niej.
- A kim ty jesteś? - Zapytała recepcjonistka.
- Małgorzata Nowak, a to Eryk Pazio. - Odpowiedziałam.
A kobieta zadzwoniła i po chwili mężczyzna w wieku mojego taty się pojawił.
- Czy pan to Maciej Sufa? - Zapytałam.
- Tak, a o co chodzi?
- Nazywam się Gosia Nowak i jestem córką Jacka Nowaka.
- A no tak twój tata do mnie już dzwonił i o wszystkim wiem. Chodźcie ze mną. - Odpowiedział, a my poszliśmy za nim.
*Ola*
Jechałam z moim mężem, Mikołajem i Karoliną do Karpacza po moją córeczkę. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie.
- Jacek mogliśmy poświęcić jej więcej czasu. - Zwróciłam się do męża.
- Wiem skarbie, to nasza wina. Mam nadzieje, że jej to wynagrodzimy. - Odezwał się mój mąż.
Po ponad 2 godzinach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do pokoju dyżurnego.
- Mama, tata! - Moja córka od razu się na nas rzuciła i nas przytuliła.
- Kochanie ty nasze. - Przytuliliśmy ją do sienie.
Nasza mała córeczka, nasze oczko w głowie.
- Przepraszamy. - Trzymaliśmy ją w objęciach.
- Nie szkodzi. - Odsunęła się od nas.
- Mamo, tato wasza "mała córeczka" - Zrobiła cudzysłów w powietrzu mówiąc to. - Musi wam kogoś przedstawić. To mój chłopak Eryk Pazio. - Wskazała na chłopaka, który podszedł.
- Dzień dobry. - Chłopak wyciągnął dłoń najpierw w moją stronę.
- Witaj. - Uścisnęłam jego dłoń.
Potem wyciągnął dłoń w stronę mojego męża.
- Tylko nie skrzywdź jej. - Powiedział Jacek, podając mu dłoń.
- Ma pan moje słowo, że jej nie skrzywdzę. - Powiedział chłopak.
- Już i tak za dużo przeszła. - Dodał.
- Gosia, co tam Ci zrobili? - Spytałam kucając przed córką.
Przygryzła wargę, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Sebastian mnie zgwałcił. - Oznajmiła cicho.
- Jezu jak ja go dorwę to mu nogi powyrywam
- Tato. - Gosia uśmiechnęła się.
- Pamiętasz co mi powtarzacie? - Spytała.
- Że zrobienie krzywdy to nie jest wyjście. Wyjściem jest wpakowanie do więzienia przestępcy. - Dodała.
- A moja mama jest psychologiem i pomoże jej o tym zapomnieć. - Odezwał się Eryk.
- A ja mam pomysł! Jedźmy do domu. - Powiedziała Gosia.
- Jasne.
*Gosia*
Gdy tylko weszłam do domu z rodzicami. Od razu udałam się pod prysznic. Potrzebowałam tego. Zdjęłam ciuchy i wrzuciłam je do prania, weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Ciepła woda spłynęła po moim ciele. Musiałam zmyć brud chociaż ten zewnętrzny. Po wyjściu otuliłam się moim ukochanym niebieskim miękkim ręcznikiem i wytarłam ciało. Ubrałam bieliznę i piżamy. Gdy nagle w zasięgu mojego wzroku pojawiła się żyletka. Wzięłam ją do ręki i docisnęłam do skóry. Jedna kreska, druga, kolejna i kolejna, a potem pustka i ciemność.
Obudziłam się, ale nie byłam w łazience. Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam Eryka i moich rodziców.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? - Spytałam.
- W szpitalu, pocięłaś się. - Oznajmiła mama, a ja spojrzałam na moje zabandażowane nadgarstki.
- Po żyć jak się przeżyło koszmar. - Odparłam.
- Kochanie nie mów tak. - Eryk mnie skarcił.
- Musisz być silna. - Rzekł.
- Ja chce umrzeć, zostawcie mnie samą. - Przekręciłam się w przeciwną stronę.
Słyszałam jak wychodzą, a po chwili wszedł Eryk.
- Skarbie, to moja mama porozmawiaj z nią. - Powiedział.
- Nie chce. - Rzekłam.
- Zostaw nas same. - Odezwała się kobieta.
- Mam na imię Nikola, chce Ci pomóc. - Zaczęła mówić, delikatnie. Przekręciłam się w jej stronę.
- Nikt nie może mi pomóc.
- Eryk mi mówił o wszystkim.
- Moje słoneczko kochane. Ale co z tego.
- Widzę, że go kochasz. On Ciebie też. - Oznajmiła, a w drzwiach stanął mój ukochany.
- Wiem, ale to wszystko mnie przeraża. - Odparłam.
- Kotku, musisz być silna, pomożemy Ci przez to przejść. - Eryk podszedł do łóżka i dotknął mojego policzka.
- W takim razie podejmę walkę. - Oznajmiłam.
*3 lata później*
Półtorej roku temu Eryk mi się oświadczył, a rok temu wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy ze sobą. Próbuję zapomnieć o tym co się wydarzyło 3 lata temu, ale czasem ten koszmar powraca. Tej nocy znowu miałam ten koszmar. Eryk natychmiast mnie pocałował i ja otworzyłam oczy.
- Znowu miałaś ten sen? - Spytał.
- Mhy. - Mruknęłam.
- Przytul mnie. - Dodałam, a on bez słowa mnie przytulił, podziwiam go, że tyle już ze mną wytrzymał. Ale kocham go mimo wszystko, jego i naszą małą Marylkę. A no właśnie jestem w 7 miesiącu ciąży.
*5 lata później*
Maryla ma już 5 lat.Jest taka duża i podobna do taty. Chodzi do przedszkola. Eryk i ja pracujemy w policji,
- Cześć kochanie. - Mój mąż ucałował mnie w policzek
- Hej miś. - Przytuliłam się do niego.
- Gdzie mała? - Spytał.
- U moich rodziców nocuje. - Uśmiechnęłam się.
- Uhuhu czyli mamy całą noc dla siebie. - Pocałował mnie w usta.
- Wariat. - Odparłam.
Podniósł mnie i posadził na stole.
- Twój wariat. - Rzekł.
- No oczywiście.
- Wiesz Marylka ostatnio ciągle mówi, że by chciała siostrzyczkę. - Zaczął.
- Wiem. - Odparłam.
- Więc jeśli mamy całą noc. - zaczął całować moją szyję - To może zrobimy jej ten prezent?
- Tak.
*20 lat później*
Oboje z Erykiem pracujemy w policji. Nasze córki Maryla i Justyna pracują w policji zupełnie jak my. Maryla ma 25 lat i męża Emila i roczną córkę Alę, a Justyna 20 lat i narzeczonego Kubę.
Kiedy pamięcią wracam do przeszłości wiem, że warto było cierpieć, bo dziś mam wszystko o czym marzyłam. Kochającego męża, dwójkę dzieci i jestem babcią.
Hejka wam wszystkim! No i wybiło 155 tysięcy wyświetleń. Ale to wasza zasługa, dziękuje za to.
Szczególne podziękowania dla tej pani -------> Blogerka 1978 za pomoc w pisaniu. :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
czwartek, 29 czerwca 2017
poniedziałek, 19 czerwca 2017
7.4
"Cześć tu Ola, pisze z telefonu Michała. Mój telefon się rozładował, a Michał..." - Jacek szybko wykręcił numer z wiadomości.
- Halo, Ola co tam się stało? - Spytał kiedy jego była dziewczyna odebrała telefon.
- Michał nie żyje. - Oświadczyła.
Jacka, aż zamurowało.
- Jacek możesz przekazać to Markowi? - Spytała Ola.
- Co? Tak, tak.
- Dzięki, pa
- No cześć. - Nowak rozłączył się i udał się do salonu, gdzie był Marek. Chłopiec pił kakao.
- Coś się stało? - Spytał widząc minę Jacka.
- Posłuchaj. Twój tata nie żyje. - Oświadczył bez jakich kol wiek emocji.
- Co? Nie prawda! Nie kłam! - Marek zaczął krzyczeć.
- Nie wierzysz? To może zadzwonimy do Oli? - Jacek chwycił za telefon i wybrał numer.
- Halo? - Odezwała się Ola.
- Tata nie żyje? - Spytał Marek.
- Marek?
- Odpowiedź mi. - Odparł chłopiec.
- Tak. Jakieś parę minut temu zmarł. - Oświadczyła Ola.
_ Ok.
Nowak rozłączył się.
- I co miałem racje? - Jacek sam nie wiedział dlaczego o to spytał.
*W tym samym czasie*
Ola siedziała załamana w szpitalu. Kobieta nie mogła uwierzyć, że znowu kogoś traci, że znowu, ktoś bliski jej sercu odchodzi. W wieku 10 lat odeszła od niej mama, kobieta bowiem chorowała na raka piersi. Właśnie tak stała się półsieroto, jednak mimo to nie poddawała się. Co prawda cięła się, ale jako 16 letnia dziewczyna. Skończyła polonistykę i jest policjantką. Wszystko idealnie, ale kiedy miała dwadzieścia osiem lat jej była przyjaciółka - chora psychicznie ją porwała. Jej przyjaciele i ojciec ją uratowali, a kilka dni później Wysocki został zamordowany i to przez swojego przyjaciela. Potem Aleksandra poznała Michała. Zakochali się w sobie i wzięli ślub. Ola wiedziała, że Michał ma chore serce, ale miała nadzieje. Aż do tej nocy.
*W tym samym czasie mieszkanie Jacka*
- Może to ty zabiłeś mojego tatę! - Marek rzucił się z pięściami na Jacka.
Policjant, szybko obezwładnił chłopaka.
- Wiesz co Ci powiem? Nie zabiłem Twojego ojca. Nienawidziłem go, bo zabrał mi moją Olę.
Marek wyswobodził się z uchwytu Jacka i wybiegł z mieszkania Nowaka, zbiegł po schodach i wybiegł.
Niestety wbiegł pod rozpędzony samochód.
Jacek wybiegł za chłopakiem, ale usłyszał tylko pisk opon, dźwięk klaksonu i ogromny huk. Po czym zobaczył Marka leżącego na asfalcie. Podszedł do niego i sprawdził puls, był słaby. Starszy aspirant zadzwonił na pogotowie, po czym przystąpił do resuscytacji krążeniowo - oddechowej. Karetka przyjechała po kilku minutach i zabrali Marka do szpitala. Jacek postanowił jechać.
*Piętnaście minut później*
Nowak dotarł do szpitala, gdzie był Marek i Ola? Tak właśnie ona. Czekała przed salą operacyjną, siedziała na krześle, patrząc pustym wzrokiem w ścianę. Jacek usiadł na krześle obok.
- Co z Markiem? - Zapytał.
- Operują go.
W końcu po czterech godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Co z Markiem? - Ola poderwała się....
Hejka! O albo jak to mówi Eryk (Pozdrawiam tego typa :*) Siemka! Mniejsza, z tym.
Jak ja uwielbiam przypływy weny.
Pomysł na opko podsunęła mi -----> Alicja (Buziaczek kochana :* <3)
Pytanka
1. Czy Marek przeżyje?
2. Co będzie dalej?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
- Halo, Ola co tam się stało? - Spytał kiedy jego była dziewczyna odebrała telefon.
- Michał nie żyje. - Oświadczyła.
Jacka, aż zamurowało.
- Jacek możesz przekazać to Markowi? - Spytała Ola.
- Co? Tak, tak.
- Dzięki, pa
- No cześć. - Nowak rozłączył się i udał się do salonu, gdzie był Marek. Chłopiec pił kakao.
- Coś się stało? - Spytał widząc minę Jacka.
- Posłuchaj. Twój tata nie żyje. - Oświadczył bez jakich kol wiek emocji.
- Co? Nie prawda! Nie kłam! - Marek zaczął krzyczeć.
- Nie wierzysz? To może zadzwonimy do Oli? - Jacek chwycił za telefon i wybrał numer.
- Halo? - Odezwała się Ola.
- Tata nie żyje? - Spytał Marek.
- Marek?
- Odpowiedź mi. - Odparł chłopiec.
- Tak. Jakieś parę minut temu zmarł. - Oświadczyła Ola.
_ Ok.
Nowak rozłączył się.
- I co miałem racje? - Jacek sam nie wiedział dlaczego o to spytał.
*W tym samym czasie*
Ola siedziała załamana w szpitalu. Kobieta nie mogła uwierzyć, że znowu kogoś traci, że znowu, ktoś bliski jej sercu odchodzi. W wieku 10 lat odeszła od niej mama, kobieta bowiem chorowała na raka piersi. Właśnie tak stała się półsieroto, jednak mimo to nie poddawała się. Co prawda cięła się, ale jako 16 letnia dziewczyna. Skończyła polonistykę i jest policjantką. Wszystko idealnie, ale kiedy miała dwadzieścia osiem lat jej była przyjaciółka - chora psychicznie ją porwała. Jej przyjaciele i ojciec ją uratowali, a kilka dni później Wysocki został zamordowany i to przez swojego przyjaciela. Potem Aleksandra poznała Michała. Zakochali się w sobie i wzięli ślub. Ola wiedziała, że Michał ma chore serce, ale miała nadzieje. Aż do tej nocy.
*W tym samym czasie mieszkanie Jacka*
- Może to ty zabiłeś mojego tatę! - Marek rzucił się z pięściami na Jacka.
Policjant, szybko obezwładnił chłopaka.
- Wiesz co Ci powiem? Nie zabiłem Twojego ojca. Nienawidziłem go, bo zabrał mi moją Olę.
Marek wyswobodził się z uchwytu Jacka i wybiegł z mieszkania Nowaka, zbiegł po schodach i wybiegł.
Niestety wbiegł pod rozpędzony samochód.
Jacek wybiegł za chłopakiem, ale usłyszał tylko pisk opon, dźwięk klaksonu i ogromny huk. Po czym zobaczył Marka leżącego na asfalcie. Podszedł do niego i sprawdził puls, był słaby. Starszy aspirant zadzwonił na pogotowie, po czym przystąpił do resuscytacji krążeniowo - oddechowej. Karetka przyjechała po kilku minutach i zabrali Marka do szpitala. Jacek postanowił jechać.
*Piętnaście minut później*
Nowak dotarł do szpitala, gdzie był Marek i Ola? Tak właśnie ona. Czekała przed salą operacyjną, siedziała na krześle, patrząc pustym wzrokiem w ścianę. Jacek usiadł na krześle obok.
- Co z Markiem? - Zapytał.
- Operują go.
W końcu po czterech godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Co z Markiem? - Ola poderwała się....
Hejka! O albo jak to mówi Eryk (Pozdrawiam tego typa :*) Siemka! Mniejsza, z tym.
Jak ja uwielbiam przypływy weny.
Pomysł na opko podsunęła mi -----> Alicja (Buziaczek kochana :* <3)
Pytanka
1. Czy Marek przeżyje?
2. Co będzie dalej?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
niedziela, 18 czerwca 2017
7.3
Po kilku minutach dało się usłyszeć dźwięk syren w bloku. Pogotowie zabrało Michała do szpitala. Aleksandra zabrała Marka do szpitala i pojechali za karetkę, po niedługim czasie wychodzili z windy.
- Dalej nie możecie iść.- Oznajmił ratownik.
- Ale dlaczego? Dlaczego nie możemy iść dalej? - Marek zaczął zadawać mnóstwo pytań.
Aleksandra przytuliła chłopca do siebie.
- Ja się boje, że on już stamtąd nie wyjdzie. - Chłopiec wtulił się w kobietę.
Ola pocałowała chłopca w czubek głowy. Usiedli na korytarzu i czekali.
*Dwie godziny później*
Aleksandra widząc, że Marek zasypia, postanowiła odwieść go do mieszkania, ale chciała zostać z mężem. Wyjęła telefon i zaczęła przeglądać kontakty. Krzysiek, Emilka, Ala, Karolina, Jaskowska, Mikołaj. Nie, żadne z nich.
W końcu znalazła "Jacuś." Chwile się zawahała czy wybrać ten numer, ale w końcu wybrała.
Jeden sygnał...Drugi...W końcu.
- Halo. - Aleksandra usłyszała głos Jacka.
- Cześć Jacek, mam prośbę...
- No co tam Ola? - Spytał Nowak.
- Wziął byś Marka do siebie na noc? - Spytała Ola.
Jacek przez chwilę bił się z myślami. Co prawda miał sceptyczne nastawienie do Michała, ale przecież jego syn nie jest niczemu winien.
- Gdzie jesteście? -Spytał Nowak.
- W szpitalu miejskim.
- Nie długo będę. - Odparł Jacek.
- Ok. cześć.
- Cześć.
Po czterdziestu pięciu minutach Jacek zjawił się w szpitalu.
- Hej. - Przywitała się Ola.
- Dobry wieczór. - Odezwał się Marek.
- Cześć. To co jedziemy? - Nowak zwrócił się do chłopca, który tylko kiwnął głową na tak.
- Dziękuje Jacek. - Ola uśmiechnęła się do kolegi.
- Ok.
Jacek i Marek ruszyli do wyjścia, potem wsiedli do auta. Jacek zapiął pasy, a Marek uczynił to samo. Po niedługim czasie dotarli do mieszkania.
- Dobra to będziesz spał na kanapie, moja sypialnia jest tam, ale nie wchodź tam. Kuchnie masz po prawej jest tam jadalnia, na końcu korytarza jest łazienka. Chcesz coś do jedzenia? - Spytał Jacek.
- Nie dziękuje. - Odparł Marek.
- To idź się wykąp, a ja przygotuję kanapę. "
Marek bez słowa udał się do łazienki.
*3:00 w nocy*
Jacek usłyszał cichutki płacz z salonu. Wstał i postanowił sprawdzić co się dzieje. Otworzył drzwi i ujrzał płaczącego Marka, siedzącego w kącie kanapy.
- Co się stało? - Zapytał delikatnie siadając na łóżko.
- Śniło mi się, że tata nie żyje. - Rzekł chłopiec.
- To tylko sen. Będzie dobrze. - Jacek starał się pocieszyć chłopca.
- Skąd pan może to wiedzieć? - Marek spojrzał na Jacka.
- Nie wiem tego, Po prostu mam nadzieje. - Oświadczył Nowak.
- Nadzieja to matka głupich. - Rzekł Marek.
- Być może. - Powiedział Jacek.
- Wiesz kiedyś mój tata pracował w policji. - Zaczął Jacek.
- To tak jak pan. - Zauważył Marek.
- Dokładnie. - Przyznał mu racje.
- Kiedy miałem siedemnaście lat, trochę się pogubiłem w życiu i zrobiłem niewłaściwe rzeczy, pewnego dnia mój tata został postrzelony na jednej z akcji. Najgorsze było to, że zrobił to mój były znajomy. po tym wydarzeniu odszedłem z tego "Gangu", mimo tego, że byłem prawie dorosły, bałem się o niego. Dzień w dzień, noc w noc czuwałem przy jego łóżku. Nie musiałem, chciałem odciążyć moją mamę, gdyż mam jeszcze czwórkę rodzeństwa brata Krystiana i trzy siostry, Patrycję i Natalię - które są bliźniaczkami i Nicolę. I wiesz co?
- Co? - Spytał Marek.
- Mój tata, żyje i ma wnuki. - Oświadczył Jacek.
- Ma pan dzieci? - Spytał Marek.
- Nie ja nie. Moja siostra Nikola ma dwie córeczki Zosię i Marylkę. - Oświadczył Nowak.
- Rozumiem.
- Chcesz kakao? - Spytał Jacek.
- Oczywiście. - Na twarzy chłopca pojawił się znikomy uśmiech.
Starszy aspirant udał się do kuchni i zabrał się za robienie napoju, który podał Markowi.
- Dziękuje. - Powiedział Marek.
- A co z Twoją biologiczną mamą? - Spytał Jacek.
- Nie wiem, zostawiła mnie po porodzie. - oznajmił chłopiec.
- Ok, idź spać dobranoc.
- Dobranoc.
Jacek udał się do swojej sypialni i wziął do ręki komórkę i zobaczył SMS od nieznanego numeru, szybko odblokował urządzenie...
No hej! Taki nagły przypływ weny. Jednak bezsenność jest czegoś warta hihihi xD
Pytanka.
1. Co było w SMS?
2. Od kogo była wiadomość?
3. Co dalej z Michałem?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
- Dalej nie możecie iść.- Oznajmił ratownik.
- Ale dlaczego? Dlaczego nie możemy iść dalej? - Marek zaczął zadawać mnóstwo pytań.
Aleksandra przytuliła chłopca do siebie.
- Ja się boje, że on już stamtąd nie wyjdzie. - Chłopiec wtulił się w kobietę.
Ola pocałowała chłopca w czubek głowy. Usiedli na korytarzu i czekali.
*Dwie godziny później*
Aleksandra widząc, że Marek zasypia, postanowiła odwieść go do mieszkania, ale chciała zostać z mężem. Wyjęła telefon i zaczęła przeglądać kontakty. Krzysiek, Emilka, Ala, Karolina, Jaskowska, Mikołaj. Nie, żadne z nich.
W końcu znalazła "Jacuś." Chwile się zawahała czy wybrać ten numer, ale w końcu wybrała.
Jeden sygnał...Drugi...W końcu.
- Halo. - Aleksandra usłyszała głos Jacka.
- Cześć Jacek, mam prośbę...
- No co tam Ola? - Spytał Nowak.
- Wziął byś Marka do siebie na noc? - Spytała Ola.
Jacek przez chwilę bił się z myślami. Co prawda miał sceptyczne nastawienie do Michała, ale przecież jego syn nie jest niczemu winien.
- Gdzie jesteście? -Spytał Nowak.
- W szpitalu miejskim.
- Nie długo będę. - Odparł Jacek.
- Ok. cześć.
- Cześć.
Po czterdziestu pięciu minutach Jacek zjawił się w szpitalu.
- Hej. - Przywitała się Ola.
- Dobry wieczór. - Odezwał się Marek.
- Cześć. To co jedziemy? - Nowak zwrócił się do chłopca, który tylko kiwnął głową na tak.
- Dziękuje Jacek. - Ola uśmiechnęła się do kolegi.
- Ok.
Jacek i Marek ruszyli do wyjścia, potem wsiedli do auta. Jacek zapiął pasy, a Marek uczynił to samo. Po niedługim czasie dotarli do mieszkania.
- Dobra to będziesz spał na kanapie, moja sypialnia jest tam, ale nie wchodź tam. Kuchnie masz po prawej jest tam jadalnia, na końcu korytarza jest łazienka. Chcesz coś do jedzenia? - Spytał Jacek.
- Nie dziękuje. - Odparł Marek.
- To idź się wykąp, a ja przygotuję kanapę. "
Marek bez słowa udał się do łazienki.
*3:00 w nocy*
Jacek usłyszał cichutki płacz z salonu. Wstał i postanowił sprawdzić co się dzieje. Otworzył drzwi i ujrzał płaczącego Marka, siedzącego w kącie kanapy.
- Co się stało? - Zapytał delikatnie siadając na łóżko.
- Śniło mi się, że tata nie żyje. - Rzekł chłopiec.
- To tylko sen. Będzie dobrze. - Jacek starał się pocieszyć chłopca.
- Skąd pan może to wiedzieć? - Marek spojrzał na Jacka.
- Nie wiem tego, Po prostu mam nadzieje. - Oświadczył Nowak.
- Nadzieja to matka głupich. - Rzekł Marek.
- Być może. - Powiedział Jacek.
- Wiesz kiedyś mój tata pracował w policji. - Zaczął Jacek.
- To tak jak pan. - Zauważył Marek.
- Dokładnie. - Przyznał mu racje.
- Kiedy miałem siedemnaście lat, trochę się pogubiłem w życiu i zrobiłem niewłaściwe rzeczy, pewnego dnia mój tata został postrzelony na jednej z akcji. Najgorsze było to, że zrobił to mój były znajomy. po tym wydarzeniu odszedłem z tego "Gangu", mimo tego, że byłem prawie dorosły, bałem się o niego. Dzień w dzień, noc w noc czuwałem przy jego łóżku. Nie musiałem, chciałem odciążyć moją mamę, gdyż mam jeszcze czwórkę rodzeństwa brata Krystiana i trzy siostry, Patrycję i Natalię - które są bliźniaczkami i Nicolę. I wiesz co?
- Co? - Spytał Marek.
- Mój tata, żyje i ma wnuki. - Oświadczył Jacek.
- Ma pan dzieci? - Spytał Marek.
- Nie ja nie. Moja siostra Nikola ma dwie córeczki Zosię i Marylkę. - Oświadczył Nowak.
- Rozumiem.
- Chcesz kakao? - Spytał Jacek.
- Oczywiście. - Na twarzy chłopca pojawił się znikomy uśmiech.
Starszy aspirant udał się do kuchni i zabrał się za robienie napoju, który podał Markowi.
- Dziękuje. - Powiedział Marek.
- A co z Twoją biologiczną mamą? - Spytał Jacek.
- Nie wiem, zostawiła mnie po porodzie. - oznajmił chłopiec.
- Ok, idź spać dobranoc.
- Dobranoc.
Jacek udał się do swojej sypialni i wziął do ręki komórkę i zobaczył SMS od nieznanego numeru, szybko odblokował urządzenie...
No hej! Taki nagły przypływ weny. Jednak bezsenność jest czegoś warta hihihi xD
Pytanka.
1. Co było w SMS?
2. Od kogo była wiadomość?
3. Co dalej z Michałem?
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
sobota, 10 czerwca 2017
Miniaturka.
Tak wiem, kolejna miniaturka. Jednak mam nadzieje, że pisząc ją wyrzucę z siebie wszystko co czuję do...Tego jednego chłopaka. Chyba nie mam szczęścia w miłości. No cóź. I tak musi być. A ty, tak ty chłopie ogarnij się! Nie wiem czy ON to czyta, a jeśli tak to nie wie, że zna autorkę tego.
A teraz zapraszam na miniaturkę.
Niezbyt duża, niebieskooka kobieta szła szkolnym korytarzem. W powietrzu unosił się ten charakterystyczny szkolny zapach. Miała ombre, ale jest szatynką. Ubrana była w ciemne jeansy, białą bluzkę z napisem "Niby nie ma ideałów, a jednak jestem" do tego miała jeansową marynarkę na którą mówiła "Dzinsówka". Na lewej ręce miała zegarek i czarną bransoletkę. Przyśpieszyła kroku wymijając kolegów z klasy równoległej prawie wszyscy powiedzieli jej "Cześć" prócz jego. On stał oparty o ścianę. Westchnęła w duchu, delikatnie zapukała, a gdy usłyszała "Proszę" nacisnęła klamkę i weszła do klasy.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. - Powiedziała.
- Dobra siadaj. - Rzekł nauczyciel.
Dziewczyna zajęła miejsce przy Maryli - Swojej przyjaciółki, która siedziała obok Karoliny - drugiej przyjaciółki. Dziewczyny trzymały się razem.
- Hej. - Przywitała się.
- Hejka. - Odrzekły dziewczyny
Dziewczyny zaczęły rozmawiać szeptem. W klasie było głośno więc mogły sobie na to pozwolić.
Lekcja minęła dość spokojnie i przyjaciółki wyszły z klasy.
Udały się na swoje ulubione miejsce w szkole.
- Co mamy teraz? - Spytała Karola.
- Wy niemiecki, a ja angielski. - Rzekła Gosia.
Dziewczyny zrobiły niezadowolone miny. Gosia była zła, że ma lekcje z tym dziwkami jakimi są Kinga i Anka. Kiedy zadzwonił dzwonek Gosia poszła pod swoją klasę, a dziewczyny pod swoją.
Małgosia przeanalizowała wzrokiem swoją grupę "Debil, kretyn, idiota, dwie dziwki, o dla kolegi jest nadzieja. Standard. "- Pomyślała.
Nagle zadzwonił jej telefon. Dziewczyna odeszła kawałek dalej i odebrała telefon.
- Hej.
- Córuś musimy wyjechać do Anglii. - Oznajmiła Aleksandra.
- Co? To jest marny żart? - Spytała Gosia.
- Nie wyjeżdżamy jutro w południe. - Odpowiedziała jej mama.
- Ja zostaje w Polsce. - Rzekła Gosia.
- Nie ma mowy.
- Zostaje i już. - Gosia rozłączyła się
Poszła na lekcje i już przed drzwiami, wkurzyła się, że Eryk pociesza Ankę.
Na lekcji siadła na ostatniej ławce w rzędzie od okna. Wyjęła zeszyt, książkę i swój pamiętnik i kiedy miała chwilę pisała w nim.
Po lekcji spakowała się i poszła na pół piętro do przyjaciółek.
- Dziewczyny musimy się pożegnać. Jutro wyjeżdżam do Anglii. - Oznajmiła.
- Ale czemu zostawiasz nas? - Spytała Karolina ze łzami w oczach.
- Przepraszam ja też nie chce was zostawić, ale rodzice mi nie pozwolą. - Gosia przytulia Karolinę po chwili dołączyła do nich Maryla.
- Eryk wie? - Spytała Maryla, a Gosia zaprzeczyła.
- Kiedy mu powiesz? - Spytała Maryla.
- Nie powiem. - Odrzekła Gosia.
- To ja to zrobię. - Maryla ruszyła pod klasę chłopaka.
- Eryk jest sprawa. - Rzekła.
- No co jest? - Spytał mężczyzna.
- Gosia wyjeżdża. - Oznajmiła dziewczyna.
- Do kąt? - Spytał Eryk.
- Do Anglii. - Odparła Maryla.
- Po ilu dziś kończycie i gdzie macie ostatnią lekcje? - Spytał chłopak.
- Po siedmiu w 11. - Odrzekła.
- Ok.
*Kilka godzin później*
Klasa Gosi właśnie skończyła. Małgosia, Karola i Maryla wyszły z klasy i udały się do szatni po swoje rzeczy, ubrały się i wyszły. Gosia obróciła się i spojrzała na drzwi.
- Nie mogę w to uwierzyć, że już tu nie wrócę. - Rzekła ze smutkiem w oczach.
- Wszystko się ułoży. - Oznajmiła Karolina.
- Taa ale będę za tym miejscem tęsknić no i za wami.
- Cześć wam. - Eryk podszedł do dziewczyn.
- To my idziemy. - Dziewczyny pożegnały się z Gosią.
- To co jutro ruszasz do Anglii? - Spytał Eryk.
- Niestety. - Odpowiedziała dziewczyna.
- Nie cieszysz się? - Spojrzał na nią.
- A z czego mam się cieszyć? Tu mam wszystko. Przyjaciół, bliskich i...- Zawiesiła się - Po prostu mam wszystko. - Dokończyła.
- Mnie też tu masz. - Eryk uśmiechnął się.
- Dokładnie.
* U Oli i Jacka*
Ola kończyła pakować walizki. Jacek jej pomagał.
- Rozmawiałam z Gosią przez telefon o wyjeździe. - Powiedziała Ola.
- Zgaduje, że nie jest zadowolona. - Rzekł Nowak.
- Dokładnie. - Ola zamknęła walizkę, w której były ubrania Małgosi.
- Pójdę po kartony. - Jacek znikną zza drzwiami. Po chwili wrócił z kartonami. Małżeństwo zaczęło pakować rzeczy córki.
* W tym samym czasie*
- Mam dla ciebie małą niespodziankę. - Złapał ją za rękę i pociągnął w kierunku swojego auta. Małgosia się lekko wystraszyła. Myślała, że chce gdzieś ją wywieść.
- Wsiadają. - Otworzył jej drzwi od strony pasażera.
Dziewczyna spojrzała na niego nie ufnym wzrokiem, ale wsiadła i szybko zapięła pas. Eryk zamknął drzwi, obszedł auto i usiadł za kierownicą. Odpalił auto i już miał ruszyć.
- Pas! - Krzyknęła Gośka.
- Co się stało? - Spytał.
- Zapnij pas. - Gosia upomniała kolegę, który zapiął pas i ruszyli.
Po czterdziestu minutach byli na miejscu, przed wesołym miasteczkiem.
- Jesteśmy.
- Wesołe miasteczko. Ostatnio byłam tu jak miałam 8 lat.
- Dziś to wszystko jest nasze. Tu mam wszystko za darmo bo mój tata zna się z właścicielem. Plecak zostaw w aucie i idziemy. - Rzekł, a dziewczyna wyjęła portfel z plecaka. Wysiedli z samochodu i ruszyli.
Poszli na początku na karuzele, potem do tunelu strachu, następnie na zjeżdżalnie. Potem Eryk przyniósł Gosi watę cukrową którą zjedli. Poszli na zapiekankę, a potem ma trampolinę i kolejkę górską. Na
koniec Eryk postanowił sprawdzić swoją celność i trafił do celu trzy razy. Wygrywając przy tym sporego misia z sercem.
- Proszę to dla Ciebie. - Wręczył misia Gosi.
- Dziękuje bardzo. - Gosia podziękowała.
Dziewczyna starała się nie rozpłakać choć nie było jej łatwo.
- Nie ma za co.
Dziewczyna uśmiechnęła się. W głębi duszy była załamana, ale nie okazywała tego.
- Wszystko ok? - Eryk spojrzał na koleżankę, która kiwnęła głową na tak.
Potem pojechali nad Odrę i patrzyli na Wrocław. W pewnej chwili W Gosi coś pękło i rozpłakała się. Eryk natychmiast ją przytulił.
- Ja nie chce wyjeżdżać.
- Wszystko się ułoży.
- Odwieziesz mnie do domu? - Spytała Gosia.
- Jasne.
- Jestem! -Krzyknęła wchodząc do domu.
Zdjęła buty i przeszła do salonu, jednak przed drzwiami usłyszała
"_Nie martw się Ola tam, w Anglii mają najlepszych lekarzy. Pomogą mi.
-Wiem, ale jak coś nie pójdzie nie uda się?
- Ułoży się zobaczysz."
Małgosia poczuła jak łzy cisną jej się do oczu. Złość i smutek przeważył jej ciało, otworzyła drzwi i wbiegła do salonu.
_Dlaczego mi nie powiedzieliście, że tata jest chory?! - Wykrzyczała.
- Nie chcieliśmy Cię martwić. - Aleksandra podeszła do córki.
- Co jest tacie? - Spojrzała na ojca.
- Mam guza mózgu. - Rzekł Jacek.
*Następny dzień*
*Gosia*
Siedzimy właśnie w samolocie który leci do Anglii. Jest pełno ludzi. Rodzice siedzą obok siebie, przy mnie siedzi mama. Wkładam słuchawki w uszy i daję się ponieść muzyce.
"Gdybyś kiedyś miała w planach odejść sama
I nie myśleć o mnie znów
Będę szedł wciąż po twoich śladach
By przynieść ogień, gdy dopadnie ciebie chłód."
Odwracam twarzy w kierunku okna przy którym siedzę. Białe obłoki dosłownie przepływają obok. Są jak wata cukrowa, aż chce się wyciągnąć rękę i zaczerpnąć choć odrobinę. Patrzę w dół. Budynki są takie malutkie niczym pudełeczka od zapałek, widać zielone korony drzew. To jest takie śliczne. Moje ciało ogarnia sen przede mną długa podróż, rodzice są obok w końcu zasypiam.
- Gosieńko już jesteśmy. - Mama dotyka mnie w ramie, po czym otwieram oczy.
Wstajemy i idziemy do wyjścia a potem po nasze walizki. Jak dobrze, że mam walizkę z motywem wieży Eiffla, chociaż łatwo ją znaleźć.
"Ahh ten cwany charakter." Szybko znalazłam swoją walizkę i czekam na rodziców, którzy też szybko odnajdują swoje kufry. Potem taksówko jedziemy do hotelu. Co tu mówić dwa pomieszczenia, kuchnia i łazienka nie jest źle. W jednym z pokoju jest dwuosobowe łóżko szafa i komoda, a w drugim jednoosobowe, szafa i komoda. Idę z moją walizką do tego z jednoosobowym łóżkiem, kładę bagaż przy ścianie i rzucam się na łóżko. Odpływam do krainy Morfeusza.
*Dwa dni później*
Trwa operacja taty. Mama siedzi na krześle, twarz ma ukrytą w dłoniach, ja nie mogę usiedzieć i chodzę nerwowo po korytarzu, w końcu ruszam do toalety. Kiedy jestem już w łazience opieram się o ścianę i wyciągam z saszetki którą mam przy pasie żyletkę, z którą się nie rozstaje. Odwijam ją delikatnie z papieru. Patrzę na rzecz po czym przyciskam ją do skóry na ręce i przeciągam zamykając oczy. Jedna kreska, druga i... Nagle czyjś głos. To męski głos bynajmniej tak sądzę.
- Co ty robisz? - Pyta.
Otwieram oczy i widzę wysokiego bruneta, opalonego, o niebieskich oczach. Jest ubrany w ciemne jeansy i żółtą koszulkę, która idealnie podkreśla jego tors.
- Ja...Ja... - Zaczęłam się jąkać.
- Uspokój się. Oddychaj. - Mówi do mnie nieznajomy mi chłopak.
- To nie jest twoja sprawa. - Rzekłam.
Ten jedynie drapie się po karku i pyta.
- Jak Ci na imię?
- Gosia.
- Marcin. - Wyciąga dłoń, którą ściskam.
-Gosia, fakt, to nie moja sprawa, ale nie powinnaś sobie robić krzywdy. Są inne sposoby na wyładowanie emocji- odparł, a ja tylko prychnęłam.
-Psycholog się znalazł- skomentowałam i schowałam żyletkę. Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam wyć, bo to nawet nie był płacz.
-Gosia, co się dzieje?
-Jesteśmy kurwa na oddziale onkologii, to co się ma dziać?!- wrzasnęłam na chłopaka.
-Ejejej, uspokój się trochę. W szpitalu jesteś.
-Dobra, ja stąd spadam- powiedziałam, wstałam i zostawiłam tego całego Marcina samego. Postanowiłam iść do mojej mamy, która cały czas siedziała przed salą operacyjną. Siadłam obok niej i się w nią wtuliłam.
-Będzie dobrze Gosiu- rzekła, ale jakoś mało przekonywująco. Ja nic nie odparłam. Po chwili zasnęłam. Obudziłam się w zupełnie innym miejscu. Leżałam na sofie, a na fotelu stojącym obok zobaczyłam Marcina.
Przetarłam zaspane oczy
*Narrator*
- Mogę wiedzieć gdzie ja jestem - zapytała zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała jakim cudem się znalazła ostatnim miejscem za nim zasnęła był angielski szpital.
Rozejrzała się po pomieszczeniu wszędzie panował idealny porządek i wyglądało to jak pokój hotelowy
- Mogę wiedzieć jak ja tu się znalazłam? Przecież byłam z mamą w szpitalu czekaliśmy na wyniki operacji.
- No byłaś ale zasnęłaś i twoja mama poprosiła mnie żebym cię odwiózł do hotelu- wytłumaczył chłopak
- Więc wziąłem cię na ręce jak prawdziwy gentelmen i zawiozłem śpiącą królewnę do hotelu - uśmiechnął się serdecznie do dziewczyny
- To teraz zawieziesz mnie z powrotem mam nadzieje bo operacja się skończyła i na pewno są jakieś wieści -oznajmiła chłopakowi
Nie długo potem byli w szpitalu już w Anglii jakoś człowiek szybciej dociera mimo natłoku tylu samochodów nie mam notorycznie korków . Weszliśmy do szpitala i udaliśmy się od razu na sale po operacyjną . Stała tam już mama Gosi Z twarzy trudno było odczytać jakie kol wiek emocje .
- I jak co z tatą? Udało się? Będzie dobrze? - zasypała ją pytaniami na które nie zdążyła odpowiedzieć
- Operacja się udała nie dawno się skończyła ale tata jeszcze przez dłuższy czas będzie dochodził do siebie odparła z ulgą
- Wszystko będzie dobrze - odparła.
Marcin stał z tyłu oparty o ścianę. Obiecywał sobie, że już nigdy się nie zakocha, nie po sytuacji z Julią. No ale w Gosi dostrzegł coś czego nie umiał określić. Ta dziewczyna stała się dla niego zagadką. Wydawałoby się, że jest twarda, bo tak wywnioskował, ale się tnie. Jest stanowcza tak wywnioskował, wie czego chce, ale kiedy śpi jest taka bezbronna i niewinna.
*Marcin*
*Wspomnienie*
Niosłem Gosię na rękach. Zerknąłem na jej twarz. Malinowe usta, w które, aż chce się wpić, mały, zgrabny nosek, zamknięte oczy, na policzkach układaj się długie czarne rzęsy i ten rozmazany makijaż. Włosy leżały na jej ramionach, sięgając trochę ponad połowę klatki piersiowej. Ma biały tshirt i ciemne shorty i czarną nerkę z Nike. W hotelu ułożyłem ją na kanapie i przykryłem kocem. Odraz się z kuliła przez co wyglądała uroczo. Chciałem wyjść, ale nie umiałem. Coś mnie zatrzymywało, siadłem, więc na fotelu i patrzyłem na nią.
*Teraźniejszość*
*Narrator*
Gosia podbiegła do Marcina i się do niego przytuliła.
- Dziękuje. - Szepnęła.
- Za co? - Spytał przytulając dziewczynę.
- Za troskę.
- Nie ma za co. - Odpowiedział.
- Gosia jedziemy. - Powiedziała Ola.
- Już idę. - Rzekła dziewczyna.
- To pa. - zwróciła się do kolegi.
- No pa, do zobaczenia. - Uśmiechnął się.
Po niedługim czasie Aleksandra wraz z córką byli w hotelu. Ola zrobiła sobie i córce herbatę. W tym samym czasie Małgosia przeglądała facebooka na telefonie. Wtedy napisał do niej Eryk.
- Siemka.
- Hej. - Odpisała szybko.
- Co tam?
- Wszystko dobrze, tata przeszedł pomyślnie operacje, a ja poznałam nowego kolegę. ;) A tam?
- Ok. idę cześć.
- Pa.
"Poznałam nowego kolegę" Ta część wiadomości najbardziej zabolała Eryka. Jeszcze ta buźka. "Ale w sumie nic dziwnego, przecież jak ją traktowałem, jak powietrze, a teraz mam nauczkę" - Pomyślał.
- Mamo, a długo będziemy w Anglii? - Małgosia wzięła łyk herbaty, którą podała jej Ola.
- Trzy miesiące. - Odrzekła Aleksandra.
Dziewczyna Kiwnęła głowo, wzięła kubek i wyszła do swojego pokoju. Wyciągnęła z walizki laptopa, włączyła go i zaczęła przeglądać portale społecznościowe. Nie obyło się bez muzyki.
"Nie wiem już nic. Gubię się cały czas gdzieś,
tracę wyobraźnię, pomóż mi wstać.
Co jest dziś wyraźne - dla mnie we mgle.
Wątpię by mój pacierz zmył mi ten grzech.
I nie wiem już nic. Gubię się cały czas gdzieś,
tracę wyobraźnię, pomóż mi wstać.
Co jest dziś wyraźne - dla mnie już nie.
Wątpię by mój statek płynął na brzeg.
Proszę, pomóż mi wstać."
*3 miesiące później*
*Gosia*
Od kilku dni jestem, już w Polsce. Strasznie za tym tęskniłam, za Wrocławiem, za przyjaciółmi, za Erykiem. Choć z Marcinem spędziłam naprawdę fajne chwile, w mojej głowie tkwił ten blondyn. Kiedy weszłam do szkoły Karolina i Maryla od razu się na mnie rzuciły i zamknęły w żelaznym uścisku.
- Gosia! - Pisnęły zadowolone jak dzieci z czekolady.
- Hej, hej udusicie mnie. - Zaśmiałam się.
Te puściły mnie i odsunęły się.
- Jak było? opowiadaj. - Powiedziała Karolina.
- W porządku, tata jest zdrowy, a ja poznałam niezłe ciacho. - Rzekłam na myśl o Marcinie.
- Masz zdjęcie? - Spytała Maryla.
A ja wyciągnęłam telefon i pokazałam zdjęcie na którym Marcin przytulał mnie od tyłu.
- Uhuhu faktycznie niezłe ciacho. - Rzekła.
Ja zaczęłam szukać Eryka, kiedy go zobaczyłam zaczęłam machać, a on podbiegł do mnie i mnie przytulił mnie podnosząc.
- Tęskniłem. - Rzekł i mnie pocałował.
- Ja też.
- Gosia Kocham Cię. - Rzekł.
- Też Cię kocham. - Odparłam.

Hej misie!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, za to, że mnie nie było ty miesiąc, ale brak weny i czasu dały mi się we znaki. Myślę, że w wakacje zacznę wstawiać regularnie. Jest godzina 23:10, a ja to piszę, ale dziś jest ważny dla mnie dzień - moje imieniny. ;)
Miniaturkę pisałam z Blogerka 1978 i Dark Angel Dziękuje za pomoc dziewczyny :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
A teraz zapraszam na miniaturkę.
Niezbyt duża, niebieskooka kobieta szła szkolnym korytarzem. W powietrzu unosił się ten charakterystyczny szkolny zapach. Miała ombre, ale jest szatynką. Ubrana była w ciemne jeansy, białą bluzkę z napisem "Niby nie ma ideałów, a jednak jestem" do tego miała jeansową marynarkę na którą mówiła "Dzinsówka". Na lewej ręce miała zegarek i czarną bransoletkę. Przyśpieszyła kroku wymijając kolegów z klasy równoległej prawie wszyscy powiedzieli jej "Cześć" prócz jego. On stał oparty o ścianę. Westchnęła w duchu, delikatnie zapukała, a gdy usłyszała "Proszę" nacisnęła klamkę i weszła do klasy.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. - Powiedziała.
- Dobra siadaj. - Rzekł nauczyciel.
Dziewczyna zajęła miejsce przy Maryli - Swojej przyjaciółki, która siedziała obok Karoliny - drugiej przyjaciółki. Dziewczyny trzymały się razem.
- Hej. - Przywitała się.
- Hejka. - Odrzekły dziewczyny
Dziewczyny zaczęły rozmawiać szeptem. W klasie było głośno więc mogły sobie na to pozwolić.
Lekcja minęła dość spokojnie i przyjaciółki wyszły z klasy.
Udały się na swoje ulubione miejsce w szkole.
- Co mamy teraz? - Spytała Karola.
- Wy niemiecki, a ja angielski. - Rzekła Gosia.
Dziewczyny zrobiły niezadowolone miny. Gosia była zła, że ma lekcje z tym dziwkami jakimi są Kinga i Anka. Kiedy zadzwonił dzwonek Gosia poszła pod swoją klasę, a dziewczyny pod swoją.
Małgosia przeanalizowała wzrokiem swoją grupę "Debil, kretyn, idiota, dwie dziwki, o dla kolegi jest nadzieja. Standard. "- Pomyślała.
Nagle zadzwonił jej telefon. Dziewczyna odeszła kawałek dalej i odebrała telefon.
- Hej.
- Córuś musimy wyjechać do Anglii. - Oznajmiła Aleksandra.
- Co? To jest marny żart? - Spytała Gosia.
- Nie wyjeżdżamy jutro w południe. - Odpowiedziała jej mama.
- Ja zostaje w Polsce. - Rzekła Gosia.
- Nie ma mowy.
- Zostaje i już. - Gosia rozłączyła się
Poszła na lekcje i już przed drzwiami, wkurzyła się, że Eryk pociesza Ankę.
Na lekcji siadła na ostatniej ławce w rzędzie od okna. Wyjęła zeszyt, książkę i swój pamiętnik i kiedy miała chwilę pisała w nim.
Po lekcji spakowała się i poszła na pół piętro do przyjaciółek.
- Dziewczyny musimy się pożegnać. Jutro wyjeżdżam do Anglii. - Oznajmiła.
- Ale czemu zostawiasz nas? - Spytała Karolina ze łzami w oczach.
- Przepraszam ja też nie chce was zostawić, ale rodzice mi nie pozwolą. - Gosia przytulia Karolinę po chwili dołączyła do nich Maryla.
- Eryk wie? - Spytała Maryla, a Gosia zaprzeczyła.
- Kiedy mu powiesz? - Spytała Maryla.
- Nie powiem. - Odrzekła Gosia.
- To ja to zrobię. - Maryla ruszyła pod klasę chłopaka.
- Eryk jest sprawa. - Rzekła.
- No co jest? - Spytał mężczyzna.
- Gosia wyjeżdża. - Oznajmiła dziewczyna.
- Do kąt? - Spytał Eryk.
- Do Anglii. - Odparła Maryla.
- Po ilu dziś kończycie i gdzie macie ostatnią lekcje? - Spytał chłopak.
- Po siedmiu w 11. - Odrzekła.
- Ok.
*Kilka godzin później*
Klasa Gosi właśnie skończyła. Małgosia, Karola i Maryla wyszły z klasy i udały się do szatni po swoje rzeczy, ubrały się i wyszły. Gosia obróciła się i spojrzała na drzwi.
- Nie mogę w to uwierzyć, że już tu nie wrócę. - Rzekła ze smutkiem w oczach.
- Wszystko się ułoży. - Oznajmiła Karolina.
- Taa ale będę za tym miejscem tęsknić no i za wami.
- Cześć wam. - Eryk podszedł do dziewczyn.
- To my idziemy. - Dziewczyny pożegnały się z Gosią.
- To co jutro ruszasz do Anglii? - Spytał Eryk.
- Niestety. - Odpowiedziała dziewczyna.
- Nie cieszysz się? - Spojrzał na nią.
- A z czego mam się cieszyć? Tu mam wszystko. Przyjaciół, bliskich i...- Zawiesiła się - Po prostu mam wszystko. - Dokończyła.
- Mnie też tu masz. - Eryk uśmiechnął się.
- Dokładnie.
* U Oli i Jacka*
Ola kończyła pakować walizki. Jacek jej pomagał.
- Rozmawiałam z Gosią przez telefon o wyjeździe. - Powiedziała Ola.
- Zgaduje, że nie jest zadowolona. - Rzekł Nowak.
- Dokładnie. - Ola zamknęła walizkę, w której były ubrania Małgosi.
- Pójdę po kartony. - Jacek znikną zza drzwiami. Po chwili wrócił z kartonami. Małżeństwo zaczęło pakować rzeczy córki.
* W tym samym czasie*
- Mam dla ciebie małą niespodziankę. - Złapał ją za rękę i pociągnął w kierunku swojego auta. Małgosia się lekko wystraszyła. Myślała, że chce gdzieś ją wywieść.
- Wsiadają. - Otworzył jej drzwi od strony pasażera.
Dziewczyna spojrzała na niego nie ufnym wzrokiem, ale wsiadła i szybko zapięła pas. Eryk zamknął drzwi, obszedł auto i usiadł za kierownicą. Odpalił auto i już miał ruszyć.
- Pas! - Krzyknęła Gośka.
- Co się stało? - Spytał.
- Zapnij pas. - Gosia upomniała kolegę, który zapiął pas i ruszyli.
Po czterdziestu minutach byli na miejscu, przed wesołym miasteczkiem.
- Jesteśmy.
- Wesołe miasteczko. Ostatnio byłam tu jak miałam 8 lat.
- Dziś to wszystko jest nasze. Tu mam wszystko za darmo bo mój tata zna się z właścicielem. Plecak zostaw w aucie i idziemy. - Rzekł, a dziewczyna wyjęła portfel z plecaka. Wysiedli z samochodu i ruszyli.
Poszli na początku na karuzele, potem do tunelu strachu, następnie na zjeżdżalnie. Potem Eryk przyniósł Gosi watę cukrową którą zjedli. Poszli na zapiekankę, a potem ma trampolinę i kolejkę górską. Na
koniec Eryk postanowił sprawdzić swoją celność i trafił do celu trzy razy. Wygrywając przy tym sporego misia z sercem.
- Proszę to dla Ciebie. - Wręczył misia Gosi.
- Dziękuje bardzo. - Gosia podziękowała.
Dziewczyna starała się nie rozpłakać choć nie było jej łatwo.
- Nie ma za co.
Dziewczyna uśmiechnęła się. W głębi duszy była załamana, ale nie okazywała tego.
- Wszystko ok? - Eryk spojrzał na koleżankę, która kiwnęła głową na tak.
Potem pojechali nad Odrę i patrzyli na Wrocław. W pewnej chwili W Gosi coś pękło i rozpłakała się. Eryk natychmiast ją przytulił.
- Ja nie chce wyjeżdżać.
- Wszystko się ułoży.
- Odwieziesz mnie do domu? - Spytała Gosia.
- Jasne.
- Jestem! -Krzyknęła wchodząc do domu.
Zdjęła buty i przeszła do salonu, jednak przed drzwiami usłyszała
"_Nie martw się Ola tam, w Anglii mają najlepszych lekarzy. Pomogą mi.
-Wiem, ale jak coś nie pójdzie nie uda się?
- Ułoży się zobaczysz."
Małgosia poczuła jak łzy cisną jej się do oczu. Złość i smutek przeważył jej ciało, otworzyła drzwi i wbiegła do salonu.
_Dlaczego mi nie powiedzieliście, że tata jest chory?! - Wykrzyczała.
- Nie chcieliśmy Cię martwić. - Aleksandra podeszła do córki.
- Co jest tacie? - Spojrzała na ojca.
- Mam guza mózgu. - Rzekł Jacek.
*Następny dzień*
*Gosia*
Siedzimy właśnie w samolocie który leci do Anglii. Jest pełno ludzi. Rodzice siedzą obok siebie, przy mnie siedzi mama. Wkładam słuchawki w uszy i daję się ponieść muzyce.
"Gdybyś kiedyś miała w planach odejść sama
I nie myśleć o mnie znów
Będę szedł wciąż po twoich śladach
By przynieść ogień, gdy dopadnie ciebie chłód."
Odwracam twarzy w kierunku okna przy którym siedzę. Białe obłoki dosłownie przepływają obok. Są jak wata cukrowa, aż chce się wyciągnąć rękę i zaczerpnąć choć odrobinę. Patrzę w dół. Budynki są takie malutkie niczym pudełeczka od zapałek, widać zielone korony drzew. To jest takie śliczne. Moje ciało ogarnia sen przede mną długa podróż, rodzice są obok w końcu zasypiam.
- Gosieńko już jesteśmy. - Mama dotyka mnie w ramie, po czym otwieram oczy.
Wstajemy i idziemy do wyjścia a potem po nasze walizki. Jak dobrze, że mam walizkę z motywem wieży Eiffla, chociaż łatwo ją znaleźć.
"Ahh ten cwany charakter." Szybko znalazłam swoją walizkę i czekam na rodziców, którzy też szybko odnajdują swoje kufry. Potem taksówko jedziemy do hotelu. Co tu mówić dwa pomieszczenia, kuchnia i łazienka nie jest źle. W jednym z pokoju jest dwuosobowe łóżko szafa i komoda, a w drugim jednoosobowe, szafa i komoda. Idę z moją walizką do tego z jednoosobowym łóżkiem, kładę bagaż przy ścianie i rzucam się na łóżko. Odpływam do krainy Morfeusza.
*Dwa dni później*
Trwa operacja taty. Mama siedzi na krześle, twarz ma ukrytą w dłoniach, ja nie mogę usiedzieć i chodzę nerwowo po korytarzu, w końcu ruszam do toalety. Kiedy jestem już w łazience opieram się o ścianę i wyciągam z saszetki którą mam przy pasie żyletkę, z którą się nie rozstaje. Odwijam ją delikatnie z papieru. Patrzę na rzecz po czym przyciskam ją do skóry na ręce i przeciągam zamykając oczy. Jedna kreska, druga i... Nagle czyjś głos. To męski głos bynajmniej tak sądzę.
- Co ty robisz? - Pyta.
Otwieram oczy i widzę wysokiego bruneta, opalonego, o niebieskich oczach. Jest ubrany w ciemne jeansy i żółtą koszulkę, która idealnie podkreśla jego tors.
- Ja...Ja... - Zaczęłam się jąkać.
- Uspokój się. Oddychaj. - Mówi do mnie nieznajomy mi chłopak.
- To nie jest twoja sprawa. - Rzekłam.
Ten jedynie drapie się po karku i pyta.
- Jak Ci na imię?
- Gosia.
- Marcin. - Wyciąga dłoń, którą ściskam.
-Gosia, fakt, to nie moja sprawa, ale nie powinnaś sobie robić krzywdy. Są inne sposoby na wyładowanie emocji- odparł, a ja tylko prychnęłam.
-Psycholog się znalazł- skomentowałam i schowałam żyletkę. Zsunęłam się po ścianie i zaczęłam wyć, bo to nawet nie był płacz.
-Gosia, co się dzieje?
-Jesteśmy kurwa na oddziale onkologii, to co się ma dziać?!- wrzasnęłam na chłopaka.
-Ejejej, uspokój się trochę. W szpitalu jesteś.
-Dobra, ja stąd spadam- powiedziałam, wstałam i zostawiłam tego całego Marcina samego. Postanowiłam iść do mojej mamy, która cały czas siedziała przed salą operacyjną. Siadłam obok niej i się w nią wtuliłam.
-Będzie dobrze Gosiu- rzekła, ale jakoś mało przekonywująco. Ja nic nie odparłam. Po chwili zasnęłam. Obudziłam się w zupełnie innym miejscu. Leżałam na sofie, a na fotelu stojącym obok zobaczyłam Marcina.
Przetarłam zaspane oczy
*Narrator*
- Mogę wiedzieć gdzie ja jestem - zapytała zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała jakim cudem się znalazła ostatnim miejscem za nim zasnęła był angielski szpital.
Rozejrzała się po pomieszczeniu wszędzie panował idealny porządek i wyglądało to jak pokój hotelowy
- Mogę wiedzieć jak ja tu się znalazłam? Przecież byłam z mamą w szpitalu czekaliśmy na wyniki operacji.
- No byłaś ale zasnęłaś i twoja mama poprosiła mnie żebym cię odwiózł do hotelu- wytłumaczył chłopak
- Więc wziąłem cię na ręce jak prawdziwy gentelmen i zawiozłem śpiącą królewnę do hotelu - uśmiechnął się serdecznie do dziewczyny
- To teraz zawieziesz mnie z powrotem mam nadzieje bo operacja się skończyła i na pewno są jakieś wieści -oznajmiła chłopakowi
Nie długo potem byli w szpitalu już w Anglii jakoś człowiek szybciej dociera mimo natłoku tylu samochodów nie mam notorycznie korków . Weszliśmy do szpitala i udaliśmy się od razu na sale po operacyjną . Stała tam już mama Gosi Z twarzy trudno było odczytać jakie kol wiek emocje .
- I jak co z tatą? Udało się? Będzie dobrze? - zasypała ją pytaniami na które nie zdążyła odpowiedzieć
- Operacja się udała nie dawno się skończyła ale tata jeszcze przez dłuższy czas będzie dochodził do siebie odparła z ulgą
- Wszystko będzie dobrze - odparła.
Marcin stał z tyłu oparty o ścianę. Obiecywał sobie, że już nigdy się nie zakocha, nie po sytuacji z Julią. No ale w Gosi dostrzegł coś czego nie umiał określić. Ta dziewczyna stała się dla niego zagadką. Wydawałoby się, że jest twarda, bo tak wywnioskował, ale się tnie. Jest stanowcza tak wywnioskował, wie czego chce, ale kiedy śpi jest taka bezbronna i niewinna.
*Marcin*
*Wspomnienie*
Niosłem Gosię na rękach. Zerknąłem na jej twarz. Malinowe usta, w które, aż chce się wpić, mały, zgrabny nosek, zamknięte oczy, na policzkach układaj się długie czarne rzęsy i ten rozmazany makijaż. Włosy leżały na jej ramionach, sięgając trochę ponad połowę klatki piersiowej. Ma biały tshirt i ciemne shorty i czarną nerkę z Nike. W hotelu ułożyłem ją na kanapie i przykryłem kocem. Odraz się z kuliła przez co wyglądała uroczo. Chciałem wyjść, ale nie umiałem. Coś mnie zatrzymywało, siadłem, więc na fotelu i patrzyłem na nią.
*Teraźniejszość*
*Narrator*
Gosia podbiegła do Marcina i się do niego przytuliła.
- Dziękuje. - Szepnęła.
- Za co? - Spytał przytulając dziewczynę.
- Za troskę.
- Nie ma za co. - Odpowiedział.
- Gosia jedziemy. - Powiedziała Ola.
- Już idę. - Rzekła dziewczyna.
- To pa. - zwróciła się do kolegi.
- No pa, do zobaczenia. - Uśmiechnął się.
Po niedługim czasie Aleksandra wraz z córką byli w hotelu. Ola zrobiła sobie i córce herbatę. W tym samym czasie Małgosia przeglądała facebooka na telefonie. Wtedy napisał do niej Eryk.
- Siemka.
- Hej. - Odpisała szybko.
- Co tam?
- Wszystko dobrze, tata przeszedł pomyślnie operacje, a ja poznałam nowego kolegę. ;) A tam?
- Ok. idę cześć.
- Pa.
"Poznałam nowego kolegę" Ta część wiadomości najbardziej zabolała Eryka. Jeszcze ta buźka. "Ale w sumie nic dziwnego, przecież jak ją traktowałem, jak powietrze, a teraz mam nauczkę" - Pomyślał.
- Mamo, a długo będziemy w Anglii? - Małgosia wzięła łyk herbaty, którą podała jej Ola.
- Trzy miesiące. - Odrzekła Aleksandra.
Dziewczyna Kiwnęła głowo, wzięła kubek i wyszła do swojego pokoju. Wyciągnęła z walizki laptopa, włączyła go i zaczęła przeglądać portale społecznościowe. Nie obyło się bez muzyki.
"Nie wiem już nic. Gubię się cały czas gdzieś,
tracę wyobraźnię, pomóż mi wstać.
Co jest dziś wyraźne - dla mnie we mgle.
Wątpię by mój pacierz zmył mi ten grzech.
I nie wiem już nic. Gubię się cały czas gdzieś,
tracę wyobraźnię, pomóż mi wstać.
Co jest dziś wyraźne - dla mnie już nie.
Wątpię by mój statek płynął na brzeg.
Proszę, pomóż mi wstać."
*3 miesiące później*
*Gosia*
Od kilku dni jestem, już w Polsce. Strasznie za tym tęskniłam, za Wrocławiem, za przyjaciółmi, za Erykiem. Choć z Marcinem spędziłam naprawdę fajne chwile, w mojej głowie tkwił ten blondyn. Kiedy weszłam do szkoły Karolina i Maryla od razu się na mnie rzuciły i zamknęły w żelaznym uścisku.
- Gosia! - Pisnęły zadowolone jak dzieci z czekolady.
- Hej, hej udusicie mnie. - Zaśmiałam się.
Te puściły mnie i odsunęły się.
- Jak było? opowiadaj. - Powiedziała Karolina.
- W porządku, tata jest zdrowy, a ja poznałam niezłe ciacho. - Rzekłam na myśl o Marcinie.
- Masz zdjęcie? - Spytała Maryla.
A ja wyciągnęłam telefon i pokazałam zdjęcie na którym Marcin przytulał mnie od tyłu.
- Uhuhu faktycznie niezłe ciacho. - Rzekła.
Ja zaczęłam szukać Eryka, kiedy go zobaczyłam zaczęłam machać, a on podbiegł do mnie i mnie przytulił mnie podnosząc.
- Tęskniłem. - Rzekł i mnie pocałował.
- Ja też.
- Gosia Kocham Cię. - Rzekł.
- Też Cię kocham. - Odparłam.

Hej misie!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, za to, że mnie nie było ty miesiąc, ale brak weny i czasu dały mi się we znaki. Myślę, że w wakacje zacznę wstawiać regularnie. Jest godzina 23:10, a ja to piszę, ale dziś jest ważny dla mnie dzień - moje imieniny. ;)
Miniaturkę pisałam z Blogerka 1978 i Dark Angel Dziękuje za pomoc dziewczyny :*
Pozdrawiam.
Mała malinka. ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)